Fotograf w podróży

Wielkopolska – na kolejowym szlaku

Jest coś magicznego w tej potężnej stalowej maszynie buchającej kłębami pary. Dla wielu z nas są to wspomnienia z czasów młodości, czy z okresu dzieciństwa, kiedy parowozy były w regularnym ruchu. Dla młodszych coś egzotycznego, czego w życiu nie mieli okazji zobaczyć. Są różne sposoby zwiedzania świata. Do wyboru mamy piesze wędrówki, przemieszczanie się samochodem, rowerem, autobusem, albo właśnie pociągiem. Co niezwykłego jest w podróżowaniu koleją?

Szlaki kolejowe często prowadzą przez malownicze widokowo tereny. Wsłuchując się w monotonny stukot kół możemy w spokoju podziwiać powoli przesuwające się za oknem krajobrazy. Właściwie tylko w pociągu można w trakcie podróży wstać, swobodnie rozprostować nogi i bez przeszkód przespacerować się po całym składzie. Dużo łatwiej też nawiązać nowe znajomości.
Na świecie są pociągi, które jadą tysiące kilometrów, nieraz przez terytorium kilku państw. Taka podróż staje się atrakcją samą w sobie. Na pewno każdy słyszał o luksusowym „Orient Expressie”, który jeździł przez całą Europę z Paryża aż do Stambułu. Dziś „Orient Express” ma prywatnego właściciela i jeździ pod zmienioną nazwą „Venice Simplon Orient Express” na różnych trasach po Europie. Dla wielu marzeniem jest odbyć podróż najdłuższym na świecie szlakiem kolejowym, czyli Koleją Transsyberyjską. Długość trasy przekracza 9 tysięcy kilometrów, a wiedzie z Moskwy przez całe terytorium Rosji aż do Władywostoku. Sama podróż trwa prawie tydzień, a w tym czasie przekracza się 8 stref czasowych. Długie i atrakcyjne trasy można znaleźć również w innych państwach np. w Chinach, Indiach, czy w Stanach Zjednoczonych.

ZIEMIANIN na torze dojazdowym do jarocińskiej lokomotywowni.

ZIEMIANIN na torze dojazdowym do jarocińskiej lokomotywowni.

Czy trzeba wybierać się aż tak daleko by znaleźć ciekawą trasę kolejową? Także w Polsce jest wiele szlaków kolejowych, gdzie widoki zapierają dech w piersiach. Kto jechał pociągiem z Wałbrzycha do Kłodzka doskonale wie o czym mowa. Liczne ażurowe wiadukty, tunele i piękne górskie widoki robią niesamowite wrażenie. Niezwykłą atrakcją może być sama podróż na Hel. Rzadko kiedy zdarza się, by jechać pociągiem i z dwóch stron móc podziwiać szeroką wodę. Takich tras w Polsce jest dużo, dużo więcej, a często żółwie tempo naszych kolei państwowych pozwala na to by delektować się widokami za oknem.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Taką wyprawę kolejową można zaplanować sobie samemu korzystając z regularnych połączeń PKP. Możemy też skorzystać ze specjalnie organizowanych wycieczek kolejowych. Tego typu wycieczki pojawiły się wraz z powstaniem kolei na Wyspach Brytyjskich w XIX wieku. W Szwajcarii, w Niemczech i w Austrii zorganizowana turystyka kolejowa robi furorę od lat. W Polsce do niedawna takie pociągi specjalne pojawiały się sporadycznie, aczkolwiek niektóre mają już kilkuletnią tradycję. Najczęściej organizowane są pociągi retro z zabytkowymi wagonami i parowozem. Kierowane głównie do miłośników kolejnictwa mają bardzo ciekawe trasy i zaplanowane po drodze „fotostopy”. Pociąg zatrzymuje się w najciekawszych widokowo miejscach, co pozwala wysiąść i zrobić parę zdjęć.
Instytut Promocji i Rozwoju Kolei jako pierwszy stworzył produkt turystyczny pod nazwą TurKol.pl, który przewiduje organizację kilku, a nawet kilkudziesięciu pociągów turystycznych rocznie. Są one skierowane nie tylko do miłośników kolei, ale przede wszystkim dla rodzin z dziećmi. Ich pogram jest układany w taki sposób, żeby każdy mógł znaleźć coś ciekawego dla siebie. Tego lata w trasę ruszyło osiem takich pociągów, z czego sześć było ciągniętych przez parowozy z Wolsztyna. Pociąg turystyczny to nie tylko ciekawa trasa, ale też dodatkowe atrakcje w postaci konkursów, zabaw oraz dłuższe postoje na poszczególnych stacjach, gdzie są organizowane festyny, bądź wycieczki krajoznawcze z przewodnikiem. Dużo zależy od pomysłowości organizatorów i współpracujących z nimi samorządów lokalnych.

Nie można zapomnieć o najważniejszym magnesie przyciągającym uczestników takiej wycieczki, który sprawia, że staje się ona inna niż wszystkie – o parowozie. Mieliśmy okazję być pasażerami kilku pociągów turystycznych prowadzonych przez zabytkową maszynę parową. Za każdym razem przejazd pociągu przyciągał tłumy ciekawskich nie tylko na stacjach kolejowych, ale i na trasie przejazdu. Na postojach była możliwość zwiedzenia kabiny zwanej „budą” i zrobienia pamiątkowych zdjęć. Największe wrażenie robił parowóz Pm36-2 zwany „Piękną Heleną”. Po drodze spotykaliśmy prawdziwych maniaków kolejnictwa goniących pociąg samochodami tylko po to, by odpowiednio wcześnie znaleźć się w dogodnym punkcie, aby zrobić kolejne ciekawe zdjęcie, czy nakręcić film do swojej kolekcji. Jest coś magicznego w tej potężnej stalowej maszynie, sapiącej rytmicznie i buchającej kłębami pary. Ten zapach dymu, charakterystyczny stukot kół, głośny dźwięk parowego gwizdka. Dla wielu z nas są to wspomnienia z czasów młodości, czy z okresu dzieciństwa, kiedy parowozy były w regularnym ruchu. Dla młodszych coś egzotycznego, czego w życiu nie mieli okazji zobaczyć.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

W naszą kolejową podróż po Wielkopolsce ruszyliśmy w ciepły czerwcowy poranek z Poznania. Z głośnym gwizdem zabytkowa lokomotywa Ol49-7 z wolsztyńskiej parowozowni wjechała na Dworzec Główny i po niezbędnych manewrach została podłączona do składu pociągu specjalnego ZIEMIANIN. Trasa była zaplanowana w kształcie pętli, dzięki czemu wyprawa zaczynała się i kończyła w Poznaniu, a stacje po drodze praktycznie się nie powtarzały. ZIEMIANIN zaprzężony w „Ol’kę” ruszył na południe, a my ulokowaliśmy się w wagonie restauracyjnym. Nie jest to może najwygodniejsze miejsce, ale tam kwitnie życie towarzyskie i zawsze dzieje się coś ciekawego. Poznaliśmy w nim mnóstwo niezwykłych ludzi i przegadaliśmy wiele godzin.

Kolejna porcja węgla ląduje w kotle „Ol-ki”.

Kolejna porcja węgla ląduje w kotle „Ol-ki”.

Szybko dojechaliśmy do Środy Wielkopolskiej, która jest znana z czynnej linii wąskotorowej. Kolejka z zabytkowym parowozem wozi turystów ze Środy do pobliskiego Zaniemyśla. Mieliśmy okazję spotkać się z nią, gdy specjalnie zatrzymała się na wiadukcie, by pasażerowie mogli podziwiać przejazd ZIEMIANINA. Dłuższy postój przewidziany został dopiero w Jarocinie, gdzie przy zabytkowej lokomotywowni odbywał się festyn. Niestety nie dane nam było nacieszyć się nim, nie wykoszony tor uniemożliwił wjechanie pociągu na teren lokomotywowni. Parowóz został na moment odłączony od składu, by w odpowiednim miejscu móc uzupełnić zapasy wody. Ponieważ w Polsce praktycznie nie ma już czynnych żurawi do „pojenia” parowozów, wodowaniem zajmowali się strażacy, co zabierało sporo czasu. W trakcie całej wyprawy zapas wody w tendrze uzupełniano kilkakrotnie, bez tego przejazd parowozem na dłuższej trasie byłby niemożliwy. W tym czasie obejrzeliśmy zabytkowy budynek dworca w Jarocinie z końca XIX wieku. Zbudowany jest z czerwonej cegły licowej, a jego okna zdobią piękne freski nadokienne. Swego czasu Jarocin był jednym z ważniejszych węzłów kolejowych w zaborze pruskim. Obok budynku dworca stoi parowóz-pomnik Ol49-1, który kiedyś obsługiwał okoliczne szlaki. Po ponownym podłączeniu parowozu do składu ZIEMIANINA pojechaliśmy dalej na południe.

W Koźminie Wielkopolskim przywitał nas tłum ludzi. Specjalnie na przyjazd ZIEMIANINA ściągnięto holenderską orkiestrę dętą – Prinselijke Hofkapel de Blaoskaffers. We wzorowym szyku orkiestra przeszła wzdłuż całego składu i… wsiadła do ostatniego wagonu. Byliśmy przekonani, że weszli tylko na chwilę i zaraz wysiądą, a my pojedziemy dalej. Nic z tych rzeczy. Pociąg ruszył z miejsca, a Holendrzy maszerowali po całym składzie i rozrabiali w najlepsze. Pili ogromne ilości piwa, śmiali się głośno, wygłupiali i cały czas grali. A grali… naprawdę znakomicie. Na luzie, bez zadęcia, bez kompleksów, nie przejmując się zupełnie tym, co inni mogą sobie o nich pomyśleć.

Orkiestra dojechała z nami do Krotoszyna i wydawało nam się, że to będzie koniec imprezy. Stało się zupełnie odwrotnie – nic się nie skończyło, właściwie dopiero się zaczynało. Muzycy z Blaoskaffers kipieli energią i dopiero w Krotoszynie dali niezły pokaz dobrej muzyki i znakomitej zabawy. To było bardzo zaraźliwe, wręcz wciągało.

Z niedowierzaniem patrzyliśmy na roześmianych ludzi na peronie, podrygujących w rytm muzyki. To dla nas – Polaków – dość nietypowe, niezwykłe dać się porwać wydarzeniom, rytmowi muzyki, dobrej zabawie. Na stacji w Krotoszynie przywitała pociąg miejscowa orkiestra dęta, która nie miała już takiej fantazji muzycznej jak Holendrzy. Ale dali się namówić na odrobinę szaleństwa, wciągnęli się w muzyczny dialog i wspólne granie. W pięknych strojach ludowych pokaz tańca dał zespół „Krotoszynianie”. Pod koniec swoich występów namówili Holendrów z Blaoskaffers do wspólnego odtańczenia poloneza, co nawet nieźle się udało. Ta godzina spędzona w Krotoszynie była niezłą dawką pozytywnych emocji, które udzieliły się wszystkim pasażerom.

Z Krotoszyna pociąg specjalny ZIEMIANIN odbił na zachód do Krobi. Trasa była o tyle ciekawa, że prowadziła linią kolejową, która nie została zelektryfikowana. Krajobrazu nie szpeciły więc zwykle wszędobylskie słupy elektryczne. Gdy dojeżdżaliśmy już do Krobi przez moment ścigaliśmy się z jadącą po równoległym torze drezyną. Na miejscu czekały nas największe atrakcje. Pod przytulną stacyjką kolejowa władze miasteczka z rozmachem zorganizowały festyn. Rozrywek przygotowano tak dużo, że nie sposób było z wszystkiego skorzystać. Były pokazy strażackie, występy folklorystyczne, wystawa rękodzieła i historyczne pojazdy wojskowe. Naszą uwagę przyciągnął zespół ludowy „Biskupianie”, zwłaszcza ich niezwykłe stroje. Nazwa zespołu nawiązuje do mikroregionu folklorystycznego Biskupizna, którego stolicą jest właśnie Krobia. Obszar ten, obejmujący trzynaście miejscowości powiatu gostyńskiego, należał kiedyś do biskupów poznańskich. Mieszkańcy regionu zwani Biskupianami mają własny odrębny język, obrzędy, stroje ludowe, muzykę, taniec i kulturę, które w dalszym ciągu są kultywowane.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Niektórzy pasażerowie spróbowali swoich sił w rozgrywanych na miejscu VI Otwartych Mistrzostwach Wielkopolski w Wyścigach Drezyn Ręcznych. Kto nie chciał się ścigać, mógł przejechać się drezyną rekreacyjnie. Można też było… trochę polatać. Na odważnych czekały dwie motolotnie. Trudno było nie skorzystać, tym bardziej, że okolica jest piękna, pogoda dopisywała i do tego nadarzała się niepowtarzalna okazja sfotografowania ZIEMIANINA z powietrza. W Krobi spędziliśmy przeszło dwie godziny i cały czas coś się działo. W międzyczasie „Ol-ka” otrzymała swoją porcję wody i została przygotowana do drogi powrotnej. Na każdym dłuższym postoju niezbędne jest naoliwienie wszystkich ruchomych części kół parowozu.
Odcinek do Leszna udało się przejechać w budzie parowozu. W środku jest bardzo ciasno i trzeba uważać by nie przeszkadzać w pracy maszyniście i pomocnikowi ładującemu węgiel do kotła. Przy tym za coś trzeba się trzymać, spróbować zrobić ciekawe zdjęcie i się przy tym nie wybrudzić. Jednak jazda parowozem jest tak dużą atrakcją, że te niedogodności warto przecierpieć. Po drodze mieliśmy nieoczekiwany krótki przystanek na małej nieczynnej stacyjce, której nazwa uciekła z pamięci.

Tam na pociąg czekała para młoda z fotografem i kamerzystą. Młodzi zapragnęli mieć oryginalną sesję ślubną na tle dymiącego parowozu. O przejeżdżającym na tym szlaku pociągu z pewnością wiedzieli dużo wcześniej, inaczej nie dało by się takiego pomysłu zrealizować. W Lesznie parowóz został odczepiony od składu, obrócony na obrotnicy i podczepiony z drugiej strony pociągu. Z Leszna już bez przygód wróciliśmy do Poznania. Mieliśmy szczęście być na kilku pociągach turystycznych w tym roku. Każdy z nich miał mniej lub bardziej ciekawą trasę i urozmaicony program. Niezwykła, przyjazna atmosfera towarzysząca tym imprezom powoduje, że ma się ochotę jechać po raz kolejny.

Jednak to właśnie wyprawa ZIEMIANINEM dostarczyła nam najwięcej pozytywnych emocji. Dobrze wypełniony czas i spontaniczne wydarzenia, choćby udział holenderskiej orkiestry Blaoskaffers sprawiły, że nie było kiedy się nudzić.

Tekst: Agata Kasperek,
Zdjęcia: Roman Reichelt
http://www.photogatar.com

Artykuł pochodzi z miesięcznika FotoGeA.com o fotografowaniu i podróżach
bezpłatnie do pobrania:
https://www.fotogea.com/?page_id=692

To także może ci się spodobać