Fotograf w podróży

WENECJA – czyli barką po Lagunie

GONDOLA jest symbolem współczesnej Wenecji.

Nie sądziłam, że się tu znajdę. Im bardziej miejsce okrzyknięte jest turystyczną mekką i punktem obowiązkowym wszystkich wycieczek, tym większy rodzi się we mnie bunt i przekora: czy ja muszę jechać tam gdzie wszyscy? Czy nie lepiej wybrać kierunek mniej uczęszczany, bardziej dziki i niezbadany?

O niektórych wyprawach decyduje przypadek, jakaś iskra zapalna. W tym przypadku wystarczyło jedno magiczne słowo: Chioggia. Wpisane w google wybuchło całą kaskadą kolorów, której nie potrafiłam się oprzeć. I tak zamiast Burgundii czy Pikardii swoją przygodę rozpoczęliśmy w Chioggia…

Paolo uśmiecha się szeroko, po czym wystawia w naszą stronę trzy palce. To wszystko jest proste – mówi, musicie pamiętać tylko o trzech rzeczach: uno – nie wpłynąć na mieliznę, due – nie rozładować akumulatorów, tre – nie dopuścić do całkowitego opróżnienia zbiorników z wodą, bo jak wam wcześniej mówiłem, woda w elektrycznych toaletach nie jest wodą zaburtową. No to szerokiej drogi i powodzenia!

Barką nie wolno pływać po Canal Grande. Podziwiamy zatem Wenecję, płynąc jednym z tramwajów wodnych.

Barką nie wolno pływać po Canal Grande. Podziwiamy zatem Wenecję, płynąc jednym z tramwajów wodnych.

Może rzeczywiście nie będzie to takie trudne? Nasza barka ma 15 metrów i jest najdłuższa w porcie (dobrze, że przynajmniej cumuje z boku pomostu to nie staranujemy wszystkiego przy wypływaniu). Pocieszamy się, że czarter barek odbywa się bez uprawnień, więc jeśli teoretycznie wszyscy dają sobie radę, to i nam się uda a brak śluz powinien uprościć sprawę.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Chioggia jest prawdziwa, żywa i włoska. Być może ze względu na porę roku nie spotkaliśmy zbyt wielu turystów. Pełno było natomiast rybaków głośno i gwałtownie perorujących w licznych knajpkach, rozsianych wzdłuż portowego nabrzeża. Mnóstwo było suszącego się prania. Stragany uginały się od niespotykanych u nas odmian warzyw. A targ rybny kusił świeżymi owocami morza. Nasze odkrywanie Chioggia ograniczyło się do najstarszej części miasta, leżącej pomiędzy Isola dei Cantieri a Isola dei Saloni. Z pewnością najbardziej malowniczy, zbliżony klimatem do Wenecji okazał się kanał Vena. Kolorowe fasady domów odbijają się w zastygłej wodzie, niewielkie rybackie łódeczki przycumowane do brzegu wraz z licznymi kamiennymi mostkami tworzą charakterystyczną wizytówkę tego miasta. Spoglądając w głąb kanału Vena na zniszczone czasem fasady budynków, zadajemy sobie pytanie ”Czy nie tak samo było tu sto, dwieście a może trzysta lat temu?”

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

W lodówce chłodzi się lokalne wino wraz z pięcioma kilogramami muli i krewetek. Zapasy zrobione, możemy zatem wypływać. Nareszcie! Odchodzimy od nabrzeża i wypływamy na lagunę, zostawiając za sobą Chioggia. Przed nami prosta droga na północ. Kierujemy się w stronę Wenecji, płynąc wzdłuż zachodniego wybrzeża Pellestriny. Odległości nie są tu duże. Przy płynięciu non stop moglibyśmy dotrzeć do Wenecji w ciągu 3 godzin.

Pellestrina jest długa (11 km) i wąska. Stanowi naturalną barierę odgradzającą od wschodu Lagunę Wenecką od Morza Adriatyckiego. Na wyspie nie ma żadnego hotelu, a tym samym zbyt wielu turystów. Mieszkańcy wyspy żyją w rytm przypływów i odpływów wody w lagunie, trudniąc się w większości rybołówstwem.

GONDOLA jest symbolem współczesnej Wenecji.

GONDOLA jest symbolem współczesnej Wenecji.

Ciekawa jest historia tego miejsca. W następstwie bitwy pod Chioggia w XIV wieku wyspa uległa całkowitemu zniszczeniu. Doża z Chioggia wysłał cztery rodziny szlacheckie do odbudowania i zasiedlenia tej wyspy. Rodziny podzieliły Pellestrinę między swoje wpływy, tworząc zaczątki miast a nazwiska owych czterech rodzin to do dnia dzisiejszego najbardziej popularne nazwiska na wyspie (biedny listonosz).

Robimy krótki postój na Pellestrinie. To fajne, naturalne miejsce. Kolorowe, lekko spłowiałe fasady domów, rybackie kutry wzdłuż nabrzeża i dużo miejsca na pierwsze manewry portowe ;-). Z brzegu obserwujemy prowizoryczne chaty rybackie pobudowane na płytkich wodach laguny. Te prymitywne konstrukcje przypominają wyglądem siedziby bezdomnych. Podobno hoduje się tutaj mule (zwane inaczej małżami lub omułkami).

Wenecja – miasto zakochanych, muzeum pod gołym niebem. O atrakcjach tego miejsca nikogo nie muszę przekonywać. Warto odkryć je samemu, zostając w Wenecji trochę dłużej niż robi to większość turystów i spędzić tu jedną lub dwie noce. Szczególnie rankiem i pod wieczór można dostrzec prawdziwe życie miasta: spieszących do Arsenału pracowników Marynarki Wojennej, poranny ruch na targu rybnym i warzywnym w Rialto, sprzątaczy ulic z ich charakterystycznymi wózkami, listonoszy roznoszących pocztę, gondolierów przygotowujących się do pracy, ale również nielegalnych emigrantów z Afryki sprzedających na ulicy podrabiane torebki Dolce&Gabbana i inne drobiazgi …

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Codzienne życie w Wenecji nie jest łatwe. Decydując się na nie, trzeba pogodzić się z wieloma ograniczeniami. Posiadanie samochodu jest tutaj niemożliwe, podobnie jak motoru czy nawet roweru. Wąskie, kamienne mostki przerzucone nad blisko 200 kanałami znacznie ograniczają możliwości poruszania się. Pozostają własne nogi i sieć znakomicie zorganizowanych tramwajów wodnych. Jak najszybciej dostać się do chorego? Oczywiście na sygnale i kanałem. Jak dostarczyć pocztę? Przypłynąć motorówką i roznieść listy wzdłuż kanału. Wszystko, co trzeba przewieźć, odbywa się drogą wodną – od walizek turystów ekskluzywnego hotelu po materiały budowlane potrzebne na remont kamienicy. Ciekawy jest system zbierania śmieci. Ponieważ nie ma śmieciarek, nie ma też pojemników zbiorczych na śmieci. Mieszkańcy przygotowują śmieci w niewielkich plastikowych torbach i zostawiają je na ulicy, koło drzwi, na parapetach, spuszczają na linach z wyższych pięter. Następnie służby porządkowe uzbrojone w czterokołowe wózki (dwa tylne duże, dwa przednie, bardzo małe – pozwalające na łatwe pokonywanie mostów) zbierają je wszystkie, by finalnie zrzucić je na barki – śmieciarki. Spacerując wieczorem po Wenecji, łatwo zauważyć, że wiele mieszkań to pustostany. Powodów jest wiele: wysokie czynsze, trudności w odnalezieniu spadkobierców, prawo faworyzujące najemców. Wszystko to sprawia, że średnia wieku mieszkańców Wenecji jest najwyższa we Włoszech.

Współcześnie znakiem rozpoznawczym Wenecji nie jest bynajmniej skrzydlaty lew – symbol Republiki Weneckiej, lecz gondola. Ta charakterystyczna łódź, będąca pozostałością autentycznej weneckiej kultury, jest wykonana z ośmiu gatunków drewna. Potrzeba aż trzech miesięcy na jej zbudowanie. Do dzisiaj istnieją w Wenecji cztery zakłady szkutnicze specjalizujące się w wyrobie tych łodzi. Widok kołyszących się na falach laguny gondoli przed Pałacem Dożów na długo pozostaje w pamięci …
Barką nie wolno pływać po Canal Grande. Podziwiamy zatem Wenecję, płynąc kanałem St. Marco. Po prawej burcie Plac św. Marka i Pałac Dożów, po lewej La Giudecca. Ruch na wodzie jest bardzo duży. Próbujemy zawrócić i opłynąć wyspę od wschodu. Ale jak tu płynąć, gdy przed nami wyrosły stada barek-śmieciarek? Chcemy je ominąć szerokim łukiem, gdy nagle wszyscy zaczynają do nas krzyczeć, trąbić i łapać się za głowę. Okazuje się, że wpłynęliśmy na mieliznę. Rzeczywiście, gdzie się nie rozejrzeć, tam widać dno. Na szczęście poziom wody jest na tyle wysoki, że ciągle płyniemy. Delikatnie zawracamy i lawirując między barkami i dźwigami, opuszczamy ten niebezpieczny teren. Uff, tym razem się udało. Umykając przed wielkim transportowcem, żegnamy Wenecję.

Koronki z Burano. Wyspa przez kilkaset lat słynęła z najpiękniejszych koronek w Europie. Król hiszpański Filip II zamawiał koronki na prezent ślubny dla Marii Tudor. Sztuka wyrobu koronek powoli wymiera. Coraz mniej kobiet potrafi je robić. Jak więc zachęcić turystów, aby nie zapomnieli o Burano? Często proste pomysły okazują się strzałem w dziesiątkę. W tym przypadku zdecydowano, aby każdy dom w Burano pomalować innym kolorem farby (właściciel nie może zmieniać przyznanego mu koloru elewacji). I tak powstała niezwykle kolorowa wyspa, którą co roku zwiedza kilka milionów turystów.

Chioggia jest prawdziwa, żywa i włoska. Być może ze względu na porę roku nie spotkaliśmy zbyt wielu turystów.

Chioggia jest prawdziwa, żywa i włoska. Być może ze względu na porę roku nie spotkaliśmy zbyt wielu turystów.

Pod wieczór, gdy turyści odpłyną ostatnim vaporetto a rybacy wrócą z połowu, przed domami rozstawiane są grille a miasto zaczyna żyć rytmem dalekim od turystycznego zgiełku. Podczas naszego pobytu na Burano mieliśmy okazję usłyszeć próby lokalnego chóru przygotowującego się do celebracji mszy wielkanocnej. Późnym wieczorem, mury kościoła San Martino wypełniły się licznymi głosami dając nam fantastyczny występ.

Włoskie pranie to jakiś fenomen. No bo sami pomyślcie czy jakiś inny kraj potrafił z rzeczy tak oczywistej i przyziemnej zrobić element własnej kultury. Na początku myślałam, że najwięcej prania wisi w sobotę. Potem odkryłam ze zdziwieniem, że jest go tyle samo w niedzielę, poniedziałek, wtorek … innymi słowy nie ma dnia bez prania, kanału bez prania, uliczki bez prania… Kolorowe obrusy, ręczniki i pościel powiewają beztrosko nad głowami przechodniów. Na równych prawach koronkowe majtki i barchanowe kalesony. Szczególnie rano, idąc wąskimi uliczkami Wenecji lub Chioggia, czuć w powietrzu zapach proszku do prania i świeżego prania.
W Burano, tam gdzie nie ma możliwości rozwieszenia prania pomiędzy niskimi budynkami, sznurki rozpięte są na placach, podwórkach, trawnikach i podparte drewnianymi drągami. Wiatr znad Adriatyku i południowe słońce przyspieszają proces suszenia.
Do Torcello podpływamy na chwilę aby zobaczyć najstarsza budowlę w lagunie: bizantyjska Katedra di Santa Maria e Assunta wybudowana w VII wieku przez zakon Isacca. Na wyspie zachowały się ślady pierwszego osadnictwa na terenie laguny. W szczytowym momencie wyspę zamieszkiwało aż 20 tys. osób! Trudno to sobie dzisiaj wyobrazić, rozglądając się po opustoszałych łąkach i polach. Obecnie wyspa liczy jedynie 30 mieszkańców.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Tak jak Burano zasłynęło z koronek, tak chwałę Murano przyniosło szkło. Początkowo produkcją szkła zajmowano się w samej Wenecji, ale pod koniec XIII wieku senat podjął decyzję o przeniesieniu wszystkich fabryk na Murano w obawie przed pożarami. Ważne dla Wenecji było zarówno bezpieczeństwo, jak i zachowanie pełnej kontroli nad wyrobem szkła, którego tajniki stanowiły pilnie strzeżoną tajemnicę państwową. Na Burano umiejętność wyrobu koronek zanika, nie można jednak tego samego powiedzieć o Murano. Nadal na wyspie znajduje się bardzo wiele czynnych zakładów zajmujących się produkcją szkła. Sztuka ta jest zarezerwowana dla mężczyzn, a wiedza przekazywana z ojca na syna. Większość fabryk jest dostępna dla zwiedzających (w zamian za wizytę w sklepie z pamiątkami), w niektórych za kwotę 5 EUR przygotowywany jest specjalny pokaz. Ogrzewane gazem piece wygasza się jedynie w sierpniu z uwagi na temperaturę.

Nasza przygoda dobiega powoli końca. Naśladując Paolo, sukcesem tej wyprawy okazało się : uno – wspaniała załoga, due – rewelacyjna pogoda tre – wyjątkowe miejsce, a w nim niezapomniana smaki i kadry. Ten przepis trzeba powtórzyć!

Tekst: Matylda Sobolewska

Zdjęcia: Marek Waśkiel

Artykuł pochodzi z miesięcznika FotoGeA.com o fotografowaniu i podróżach
bezpłatnie do pobrania:
https://www.fotogea.com/?page_id=692

To także może ci się spodobać