Fotograf w podróży

Spitsbergen – tam, gdzie niedźwiedź mówi dobranoc …

Sylwester, początek roku … wszyscy robią jakieś postanowienia noworoczne … „nie będę, zrobię …”. Ja nigdy tego nie mogłam zrozumieć, bo jak mam ochotę i czegoś naprawdę chcę, to zrobię wszystko, żeby się to udało obojętnie czy to jest początek czy środek roku. Usiadłam w marcu i zaczęłam sobie myśleć co chciałabym zobaczyć, gdzie pojechać, w końcu dużymi krokami zbliżają się wakacje i nadeszła pora żeby zacząć odkładać pieniądze.

Przeglądając strony internetowe szukałam miejsca, które mogłoby mnie oczarować i być wyjątkowe – w końcu jestem wzrokowcem. Po długich poszukiwaniach natrafiłam na takie, gdzie chciałabym koniecznie się wybrać. Wyspa, leżąca na północ od Norwegii urzekła mnie słońcem odbijającym się od śniegu, biegającymi reniferami i niedźwiedziami polarnymi oraz dość skąpą, lecz uroczą szatą roślinną. Tak właśnie podjęłam decyzję o wyjeździe na Spitsbergen.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

PRZYGOTOWANIA NA WARIACKICH PAPIERACH
Nieświadoma jeszcze wszystkiego rozpoczęłam przygotowania do wyprawy. Okazało się to nie lada wyzwaniem: specjalne ubranie oddychające, porządne i rozchodzone buty, kurtka przeciwdeszczowa, puchowy śpiwór, jedzenie jofilizowane, czołówka, scyzoryk i menażka oraz wiele innych gadżetów. Nie wolno o niczym zapomnieć, ale równocześnie trzeba pamiętać żeby za dużo nie naładować do plecaka, gdyż przez cały wyjazd będziemy go nosić na plecach. Największym problemem okazało się, że w warunkach prawie kompletnego bezludzia nie ma gdzie ładować baterii do aparatu cyfrowego, a niska temperatura powoduje, że cały sprzęt fotograficzny musi być dobrze chroniony. Dlatego też nie rozstawałam się z bateriami chowanymi ciągle po kieszeniach (nawet podczas snu).

O poranku nawet tak surowy krajobraz wydaje się kolorowy. W oddali chatka UAM Poznań, Skottehytta.

O poranku nawet tak surowy krajobraz wydaje się kolorowy. W oddali chatka UAM Poznań, Skottehytta.

PIERWSZY KONTAKT
Do Longyearbyen (stolicy Spitsbergenu) dotarliśmy w środku „jasnej” nocy. Słońce w lato w ogóle tam nie zachodzi, więc ma się wrażenie, że jest środek lekko mroźnego dnia. W oddali widać ośnieżone szczyty gór, woda faluje i odbija promienie słońca, cisza i spokój wkoło.Po dość krótkiej, przespanej nocy wybraliśmy się na małe zwiedzanie miasta. Do miasteczka z pola namiotowego szliśmy wzdłuż drogi ograniczonej skalistymi wzgórzami, w których wydrążone są korytarze kopalniane. Kolorowe domki, kościół, bank, centrum handlowe oraz duży hotel to wszystko, co udało się nam zobaczyć na spacerze. Naszym celem było głównie Muzeum Svalbardu, gdzie poznaliśmy całą historię archipelagu, bogactwa naturalne, faunę i florę oraz zwyczaje i kulturę. Zauroczeni całą otaczającą nas rzeczywistością zebraliśmy się po krótkim przepakowaniu na jacht Eltanin, z polską załogą i wyruszyliśmy w nieznane.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

PODZIWIANIE UROKÓW WYSPY
Warunki w fiordach utrudniały nam desant, dlatego nasz przewodnik zdecydował o lądowaniu w innym miejscu (w fiordzie o nazwie Billefjord). Z pontonu trafiliśmy na ląd, gdzie rozpoczął się nasz trekking. Rozbijanie namiotów, gotowanie na kuchenkach benzynowych, mycie zębów bez pasty w strumieniu (na wyspie ogranicza się używanie detergentów), poszukiwanie drewna na ognisko (jedyny sposób, żeby wspólnie spędzić czas na pogaduchach) oraz dwugodzinne wachty „antyniedźwiedziowe” stały się naszym stałym rytuałem.
Podczas tych kliku dni wdrapywaliśmy się na lodowce; oglądaliśmy cielące się lodowce, których ogromne płaty wpadały do morza; przeżyliśmy wizytę liska – chytruska, który ukradł nam czekoladę z namiotu; bawiliśmy się w wodnika szuwarka – w woderach przechodziliśmy przez okresowo występujące rzeki oraz wartkie strumienie; podziwialiśmy stadko reniferów, które postanowiło odpocząć niedaleko naszego obozowiska; mieliśmy przyjemność poznania gościnności naszych polskich naukowców w chatce traperskiej (bazie naukowej) oraz przejścia się przez opuszczone proradzieckie miasto Pyramiden, w którym pozostały nietknięte zabudowania, pojazdy i symbole władzy sowieckiej.

Billefjord, to tutaj niedźwiedzie mówią dobranoc.

Billefjord, to tutaj niedźwiedzie mówią dobranoc.

ZASKOCZENIA I WRAŻENIA NA GORĄCO
Każdy pyta co ciekawego mogło się tam dziać, co mnie zaskoczyło. Przecież każdy myśli, że tam wieje nudą.
Otaczająca mnie przyroda, przez te kilka dni, głównie podczas wacht, nauczyła mnie obserwacji, cierpliwości i wyciszenia. Nigdy nie myślałam, że będę w stanie zjeść chałwę, tabliczkę czekolady i batonik jednego dnia. Taka bomba kaloryczna przydawała się podczas wyczerpującej wędrówki. Nie spodziewałam się też, że przy temperaturze zera stopni będzie mi na tyle ciepło, że będę wychodzić z namiotu w samej koszulce i spodniach (bez czapki, rękawic i kurtki).
Z wyjazdu przywiozłam kilka tysięcy fotografii, które ciągle przypominają mi o tych chwilach spędzonych na Spitsbergenie.
Ta wspaniała wyprawa urzekła mnie. Przez całkowite odcięcie się od cywilizacji, zdałam sobie bardziej sprawę co dla mnie jest najważniejsze, jak bardzo nie potrzebne mi są niektóre dobra doczesne i że „wyścig szczurów” nie ma sensu. Malownicze pejzaże, przestrzeń, zdziwione naszą obecnością renifery i liski – chytruski oraz wszechobecna przyroda, to wszystko co zapamiętam z tego cudownego miejsca.

Tekst i zdjęcia
Agnieszka Muszyńska
http://www.worldinoureyes.pl

 

 

Artykuł pochodzi z bezpłatnego miesięcznika FotoGeA.com (a w nim wiele innych zdjęć!).
Do zaprenumerowania:   https://www.fotogea.com/?page_id=692

To także może ci się spodobać