Fotograf w podróży

RUMUNIA – tak daleko, tak blisko!

Już nie ma legendarnej Transalpiny – dzikiej górskiej drogi, odważnie przecinającej pasmo rumuńskiego Parangu. Zamiast gruntowej drogi czeka na podróżnych asfalt. Prawie na samym grzbiecie u stóp Păpuşy, gdzie przez lata można było zobaczyć tylko stada owiec i półdzikich koni powstała Rânca, sieć wyciągów i miasteczko pensjonatów. Cywilizacja wkroczyła tutaj z całą swoją złą mocą.

Ciągle leje, a Marka nadal nie ma. Mieliśmy wyjechać już kilka godzin temu. A tu dochodzi 17. Zapewne mknie z Krakowa na swoim ukochanym skuterze, będzie tu za chwilę – Jacek uspokaja mnie i zapewne także siebie. Auto stoi na placu zapakowane gratami. Siedzimy, czekamy i gadamy, a potem przeglądamy raz jeszcze: piła, saperki, podnośnik, siekiera, kuchenka gazowa. Wreszcie nadjeżdża Marek. Uśmiechnięty zsiada ze swego białego skutera i rzuca do nas – Jak ja kocham taką jazdę!

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Najwyżej w Karpatach
Deszcz towarzyszy nam w nocnej drodze przez Słowację, Węgry i Rumunię. Co kilka godzin zmieniamy się za kierownicą. Na szosie jest pusto. O 6 rano docieramy do Sebes. Tu na północnych stokach Karpat zaczyna się droga oznaczana symbolami DN67C nazywana Transalpiną. Prowadzi do Novaci po drugiej stronie Gór Parang. Pod względem wysokości zajmują one trzecie miejsce (po Tatrach i Fogaraszach) wśród górskich pasm Karpat. Najwyższym szczytem tego pasma jest – Paringul Mare (2519 m n.p.m.) Poza nim kilka innych szczytów przekracza wysokość 2400 m n.p.m. Najpierw zamierzamy pokonać Transalpinę, a potem Szosą Transforgarską. Są one dwiema najwyżej wspinającymi się drogami górskimi w rumuńskich Karpatach. Pierwsza osiąga przełęcz Urdele na wysokości 2145 m n.p.m, druga wspina się na 2034 m n.p.m. Transalpinę zbudowali Niemcy w czasie II wojny światowej, Transfogarską wykonano na polecenie komunistycznego dyktatora Rumunii –Nicolae Ceauşescu w latach 1970-74.

Na „Wesołym Cmentarzu” w Sapancie można oglądać bardzo intrygujące ilustracje, przedstawiające nieraz zawiłe losy spoczywających tu ludzi.

Na „Wesołym Cmentarzu” w Sapancie można oglądać bardzo intrygujące ilustracje, przedstawiające nieraz zawiłe losy spoczywających tu ludzi.

Koniec legendy

Sebes to małe miasteczko. O poranku kompletnie zaspane i bezludne. Niegdyś było jednym z najważniejszych miast Siedmiogrodu. Turystów przyciąga wielkim gotyckim kościołem z równie ogromnym renesansowym ołtarzem. Za wcześnie na zwiedzanie wnętrza – nikt nam nie otwiera. Zatem na szlak. Transalpina zaskakuje nas równym asfaltem. Nudnawo! Legenda została zaasfaltowana. Całe szczęście, że są inne niemniej ciekawe drogi. Skręcamy w jedną z nich. Droga szybko wspinała się ciasnymi serpentynami. Najpierw przez świerkowy las, a potem wśród rozległych górskich łąk. Widoki zapierają dech. Prawdziwe morze gór rozpościerające się po horyzont! Tu nie warto się spieszyć. Zatrzymujemy się co chwilę. W pobliżu przełęczy Urdele spotykamy rumuńską rodzinę na wycieczce. Opowiadają nam o drodze, o górach i kwiatach, które podobno rosną tylko w tym miejscu. Jest to rodzina leśnika doskonale znającego większość tutejszych dróg. Pokazuje więc nam te, które nadają się do jazdy. Jest ich tu bez liku i wszystkie są dostępne – o ile dysponuje się odpowiednim autem – zaznacza leśnik. Potem patrzy na naszego nissana – wasze się nadaje – orzeka. Tu w tej dolinie pokazuje – był obóz pracy – taki dla politycznych – pracowali przy tamach. Zmieniamy, więc nasze plany. Jutro pojedziemy do tej doliny.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Jaskinie i radosne oczy
Nie można było sobie wyobrazić bardziej malowniczego wjazdu do doliny. Za monastyrem Polovragi, rzeka Oltet przebiła się przez góry wąskim kanionem. Wokół pełno jest jaskiń, a jedna z nich (Jaskinia Polovragi ) w liczącym ok. 400 m fragmencie jest udostępniona do zwiedzania. Jedziemy wzdłuż rzeki. Nad drogą zwisają pionowe urwiska. Szutrówka prowadzi coraz wyżej i dolina się rozszerza. Wreszcie trafiamy na pozostałości zabudowań, może to fragmenty owego obozu, o którym wspominał wczoraj leśniczy. Opustoszałe baraki, zniszczone zabudowania gospodarcze i powalone słupy. Widać skutki działania poszukiwaczy złomu. Mury są rozprute i wyciągnięto z nich stalowe pręty. Parę kilometrów dalej przystajemy przed ciężarówką, na którą ładowane jest drewno. Blokuje przejazd. Mamy czas – poczekamy. Poznaję 9-letniego Mariusza, który w każdy weekend jest ze swym ojcem w górach. Jego ojciec pracuje przy zwożeniu drewnianych bali z gór. W czarnym kociołku powieszonym nad ogniskiem gotuje się zupa. Obaj mieszkają w budzie starej ciężarówki. Mariusz ma tu swego psa, konia i mówi, że jest mu tu znacznie lepiej niż w szkole. Patrzę na radosną i umorusaną twarz chłopaka. Chyba po raz kolejny sprawdza się powiedzenie, że dzieci na wakacjach z matkami są czyste, a z ojcami po prostu szczęśliwe.

Bezpańska zapora
Znowu jesteśmy na przełęczy, tym razem wspięliśmy się na wysokość 1620 m n.p.m. Jednak obok na wysokości 1920 m n.p.m. stały kiedyś budynki służb wartowniczych. Jedziemy zatem wyżej. Jeszcze nie tak dawno na prawie każdym rumuńskim moście stały uzbrojone warty. Po wielu z nich nie można było przejść o zmroku. A dolina Oltet i dolina Latorita były szczególnie dobrze pilnowane. W jednej był obóz a w drugiej znajdują się dwa jeziora zaporowe: Galbenul i Petriman (z elektrownią). Posterunki były rozstawione co kilkaset metrów. Dziś zapory w Galbenul nie pilnuje nikt. Jezioro utworzone przez spiętrzenie wody jest długie i bardzo efektowne. Szwendamy się po koronie tamy. Wysoko w oddali widać przełęcz Urdele, którą wczoraj pokonaliśmy. Jacek przymierza się do podczepienia liny – a może sobie pozjeżdżamy?

Malowidła w Monastyrze Humor pod wezwaniem Zaśnięcia Bogurodzicy.Cerkiew monastyru wraz z innymi malowanymi cerkwiami Bukowiny wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Malowidła w Monastyrze Humor pod wezwaniem Zaśnięcia Bogurodzicy.Cerkiew monastyru wraz z innymi malowanymi cerkwiami Bukowiny wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Drakula megabohaterem
Po kilkudniowej jeździe górskimi drogami wycieczka Szosą Transfogarską jest miłym odpoczynkiem. Pokonujemy szerokie zakręty po równym asfalcie. Jedziemy wolno podziwiając widoki przesuwające się za szybą i co chwila zatrzymując się na fotograficzne sesje. Jednak za przełęczą przy pierwszej nadarzającej się okazji skręcamy w boczną szutrówkę. Do Branu i Braszowa podróżujemy lokalnymi drogami u stóp Gór Fogarskich. A tam spotkaliśmy się już z zupełnie inną Rumunią. Wypełnioną tłumami turystów i wizerunkami hrabiego Drakuli. Jest na wszystkich straganowych pamiątkach. Od breloczków przez kubeczki po butelki z rakiją i winem. Oczywiście wyłącznie z winem czerwonym.

Wokół góry i tylko góry
Przepiękne serpentyny szutrowych dróg Alp Rodniańskich wprowadzają nas bardzo wysoko. Wokół nas panoramy z pasmami gór ciągnącymi się po horyzont. Pośród łąk i hal napotykamy pasterzy. Ostrzegają nas przed niedźwiedziami. Jest ich tego roku ponoć bardzo dużo i są agresywne. Jednak jak się okazało bardziej powinniśmy się bać gryzoni, które chciały się dobrać do kabli z osprzętu silnika. Skutecznie odstrasza je zapach kostki do WC. Zatem w kilku miejscach auta zawieszamy nowe. W nocy gwiazdy są tak blisko – wydaje się na wyciągnięcie reki. Przy ognisku rozmawiamy o tym co już za nami. O nieistniejącej Transalpinie i nowych odkrytych przez nas górskich drogach. O kolorowych monastyrach Suczawy (byliśmy w Humoru, Voroneţ i Moldovița), polskich wsiach na Bukownie i Wesołym Cmentarzu w Sapancie. Gdzieś za którąś z gór na dalekim horyzoncie kryje się odwiedzona przez nas tajemnicza Transylwania z jej zamkami, obronnymi kościołami i wsiami, w których czas zatrzymał się dawno, dawno temu. Rozmawiamy o napotkanych ludziach.
O czwartej nad ranem budzi mnie cicha muzyka. Najpierw zamgloną dolinę wypełniają delikatne dźwięki fletu, odgłosy krowich dzwonków, a po chwili dołącza do nich dźwięczny kobiecy śpiew. Wychodzę z namiotu. Przede mną obrazek jakby z innego świata: pasterze przeganiają krowy na pastwisko, a kobiety wybierają się na jagody. Towarzyszy im muzyka i śpiew. Tak budzi się dzień w dolinie Izy. Ostatni dzień naszej wyprawy po wielobarwnej Rumunii.

Tekst i zdjęcia
MAREK WAŚKIEL
http://www.waskiel.pl

 

Artykuł pochodzi z miesięcznika FotoGeA.com
bezpłatnie do pobrania:
http://www.fotogea.com/?page_id=692

To także może ci się spodobać