Fotograf w podróży

REPORTAŻ: Zimowy weekend w Bieszczadach

W całej Polsce odwilż, a tu w Woli Michowej minus 15 stopni Celsjusza! Jednak w tym roku zima mnie dopadła. Sypnęła śniegiem i zmroziła. Ale zupełnie się tym nie martwię. Może gdybym był w Wetlinie albo w Ustrzykach Górnych miałbym powód do zastanawiania się: co robić, dokąd pójść w taki mroźny i wietrzny weekend? Tutaj w Woli Michowej u stóp Wielkiego Działu na pograniczu Bieszczadów i Beskidu Niskiego nie mam takich problemów. Za bezleśnym grzbietem jest dolina, w której kiedyś była wieś Maniów. Śniegu jest z 15 cm więc idzie się łatwo. Chociaż lepiej byłoby mieć biegówki. Łagodne widokowe pagórki i szerokie opustoszałe doliny po dawnych łemkowskich wsiach idealnie nadają się do wędrówek na takich nartach. Z szerokiej łąki widać grzbiet pasma Chryszczatej i Wołosania zwany Wielkim Działem. Dawnej oddzielało ono dwie krainy. Na wschodzie mieszkali Bojkowie a na zachodzie Łemkowie. Były to grupy etnograficzne, należąca do górali ruskich o odrębnej kulturze, języku i budownictwie przede wszystkim sakralnym.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Kiedyś w łemkowskim Maniowie mieszkało ponad 400 osób dziś w dolinie jest zaledwie kilka domów i kilkunastu mieszkańców. W jednym z nich mieszka Heniek Miotlarz. Zaprasza na herbatę i pogaduchy. Heniek to jeden z bieszczadników lub jak to teraz ich zwą „bieszczadzkich zakapiorów”. Podobnie jak wielu innych przyjechał… i został na kilkadziesiąt lat. Pokazuje swoje rzeźby. Już kiedyś zauważyłem, że wśród ludzi mieszkających w Bieszczadach nagle objawiają się talenty rzeźbiarskie i malarskie a nowopowstałych galerii sztuki zapewne nikt nie zliczy. Jednak przydomek wskazuje w jakim rzemiośle Heniek jest najlepszy. W każdym z okolicznych gospodarstw jest co najmniej kilka jego mioteł. Nieco dalej mieszka pani Kasia. Przyjechała tu w 1952 r. Słucham jej opowieści o cerkwi św. Mikołaja, która wtedy jeszcze stała na pobliskiej górce przy potoku. Przy naszych nogach kręcą się koty i psy, które znajdują schronienie w chyży (drewnianej łemkowskiej chacie), która ma grubo ponad 100 lat. Niedaleko w szarej szopie za PRL –u gromadził swój skarb Igor. Wierzył, że nie złoto, nie srebro tylko cukier zapewnią mu w przyszłości dostatnie życie. Wtedy był on na kartki ale Igor kupował ile się dało i za co się dało. Niestety przeliczył się. Nagle cukru stało się w kraju o „dużo za dużo” i skarb stracił swą wartość. Ponoć kilka ton skamieniałych i zalanych wodą słodkości nadal zalega we wnętrzu jego dawnego domu. Zaglądam do środka. Przez zabrudzone szyby nic nie widać.

Pani Kasia i jeden z jej kotów

Pani Kasia i jeden z jej kotów

Z Maniowa do kapliczki przy cudownym źródełku w dawnej wsi Balnica trzeba iść około 2,5 km. Jeszcze tuż po II wojnie światowej do źródełka przychodzono po wodę z całej okolicy… nawet z pobliskiej Słowacji. Potem wieś wysiedlono, nową drogę poprowadzono w innym miejscu i o kapliczce i źródełku zapomniało. Popadła w ruinę. Teraz kapliczka jest już odbudowana. To zasługa lokalnych zapaleńców, których skrzyknął Wojciech Gosztyła – gospodarz pobliskiego schroniska Latarnia Wagabundy. Doliną do grzbietu wiedzie żółty szlak, którym można potem dojść aż do Osadnego na Słowacji. Jednak tym razem zawracam przy torach kolejki wąskotorowej. Stacja Balnica to jeden z najwyższych punktów na który się wspina Bieszczadzka Kolejka Leśna. Kursuje tylko latem więc dziś do Woli trzeba wrócić na własnych nogach.

 

 

W cerkwi w Rzepedzi

W cerkwi w Rzepedzi

Wczoraj towarzyszyły mi słońce i mróz, dziś ranek wita szarością nieba i zacinającym śniegiem. Przez okno do pokoju zaglądają ciekawskie konie licząc na kawałek chleba lub kostkę cukru. Miła pobudka. Po śniadaniu wyruszam na tzw. Szlak Ikon Doliny Osławy. To wyprawa na cały dzień. Nie tylko dlatego, że trzeba jechać bardzo powoli oblodzonymi drogami, które zawiewa śnieżna kurzawka. Dziś dzięki pomocy Wojtka Gosztyły mogę zajrzeć do wnętrz kilku dawnych łemkowskich cerkwi. Zaczynamy od Smolnika. Dawniej tu mieszkało ponad 1000 osób. Teraz wieś o kilkudziesięciu domach zajmuje ładną dolinę wtuloną w stoki Magurycznego. Tutejsza cerkiew p.w. Św. Mikołaja jest jedyną murowaną na Szlaku. Obecnie jest to filialny kościół rzymskokatolicki parafii w Nowym Łupkowie. Służy również grekokatolikom. W środku zachował się ikonostas z bogatą dekoracją snycerską i ikonami z XVIII i XIX w. oraz ołtarze boczne.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Jest tu jasno i bardzo kolorowo. Ze ścian i sklepień swoimi dobrotliwymi i nieco zdziwionymi oczyma przyglądają się nam święci pogrążeni w obłokach i odziani w powłóczyste szaty. Przez kilka godzin podróżujemy od cerkiewki do cerkiewki przez Radoszyce, Komańczę, Turzańsk, Rzepedź Wieś aż do Szczawnego-Kulasznego. Budowane przez Łemków drewniane cerkwie były najczęściej trójdzielne, z oddzielnym przykryciem każdej części i składały się z: prezbiterium, nawy i babińca. Prezbiterium, czyli sanktuarium dostępne było wyłącznie dla kapłana i oddzielone od wiernych przegrodą, która ma formę ikonostasu.

Pagórki nad Wolą Michow

Pagórki nad Wolą Michow

W cerkwiach karpackich miał on określony układ ikon. W nawie mogli modlić się mężczyźni a dla kobiet przeznaczony był babiniec. Cerkwie łemkowskie były zawsze orientowane czyli prezbiterium skierowane było ku wschodowi. Dla zaakcentowania powagi świątyni i także ze względów obronnych wznoszono ją zazwyczaj na wzgórzu i zakolu potoku. Etnografowie zaliczyli cerkwie w Turzańsku i Rzepedzi do grupy tzw. cerkwi wschodnio łemkowskich. Ich cechą charakterystyczną jest wolnostojąca wieża dzwonnica. Świeży kopny śnieg otulił drzewa, cmentarzyki i kopuły świątyń. W tej bajkowej scenerii wydają się być jeszcze piękniejsze niż latem. Co chwila jesteśmy zaskakiwani. W Radoszycach i Turzańsku z zainteresowaniem oglądałem malowidła na chórze przedstawiające sceny z życia karpackich wsi w XIX w. Po chwili okazuje się, że dzwonnica obok cerkwi w Turzańsku jest najwyższą wolnostojącą drewnianą dzwonnicą w polskich Karpatach.

 

Przystanek przy wypalarni węgla drzewnego

Przystanek przy wypalarni węgla drzewnego

Późnym wieczorem wracamy do schroniska. Jednak nie czas na odpoczynek. Jest śnieg i mróz więc ruszamy na kulig. Po kilkukilometrowej przejażdżce sanie zatrzymują się przy ognisku w pobliżu smolarni. Wiatr rozwiewa gęsty dym wydobywający się z olbrzymich kadzi, w których powstaje węgiel drzewny. Zapada zmrok. Nagle wszystko wokół traci kontury i staje się nierealne. W dymie nikną ludzie, konie i ognisko. Ale wtedy jeszcze mocniej działa wyobraźnia rozbudzona bieszczadzkimi spotkaniami kończącego się weekendu.

Marek Waśkiel

http://www.waskiel.pl

:: DOBRY KURS FOTOGRAFII START JUŻ 12 stycznia 2011

Informacje praktyczne:
W tę część Bieszczadów najwygodniej jest dojechać własnych samochodem przez Sanok a potem Zagórz, gdzie skręca się w drogę nr 892 do Komańczy i Woli Michowej. Pociągiem dojeżdża się do Sanoka skąd do Komańczy i Woli Michowej można dotrzeć autobusem PKS. Zimą drogi są odśnieżane a potem posypywane wyłącznie piaskiem. Przejazd przez wyższe przełęcze przy dużych opadach śniegu wymaga założenia łańcuchów na koła samochodu. Zimą warto zadbać o pełne wyżywienie w miejscu, gdzie będziemy korzystać z noclegu ponieważ większość barów i restauracji zimą nie pracuje.

Noclegi:
Ośrodek Turystyki Górskiej Latarnia Wagabundy, Wola Michowa 18, tel. 502 472 112, www.latarnia.pl ,nauka jazdy konnej, wypożyczalnia sprzętu sportowego.
Schronisko PTTK (d/Podkowiata) w Komańczy, tel. (0-13) 467-70-13,
Smolnik – Schronisko, tel. 0509 463 990, 0604 639 681. Schronisko w chacie łemkowskiej na zboczu Magurycznego. Zimą dojazd tylko autem z napędem 4×4.
Liczne gospodarstwa agroturystyczne, pełna oferta na: www.komancza.info
Wycieczki piesze:
Ta część Bieszczadów nie leży na terenie parku narodowego więc można wędrować poza znakowanymi szlakami pieszymi. Jednak ze względu na skomplikowaną orientacje przede wszystkim w lasach rosnących na zboczach i szczytach gór lepiej trzymać się szlaków wyznakowanych. Najciekawsze wycieczki z Komańczy: szlakiem czerwonym do Jeziorek Duszatyńskich i rezerwatu Łapa, z Woli Michowej bez szlaku – obserwacja stada żubrów w okolicach Magurycznego, szlakiem żółtym do Balnicy.
Zwiedzanie:
Komańcza, Klasztor Nazaretanek, w którym w latach 1955-56 internowany był Prymas Polski Kardynał Stefan Wyszyński. Izba pamięci otwarta codziennie od 8:00 do 12:00, oraz od 14:00 do 18:00.
Cerkiewki w dolinie Osławy mają swoich opiekunów mieszkających w poszczególnych wsiach. Aby zobaczyć wnętrza trzeba właśnie ich poprosić o otwarcie. Czasami trzeba udać się do księdza proboszcza.

warto też przeczytać:

Piotr Trybalski: Ludzie i ulica – to moje ulubione tematy.

SYRIA – niczym wielobarwna mozaika

To także może ci się spodobać