Fotograf w podróży

Przez zimowe Podlasie

Szaro nad głową, ślisko pod nogami i przeziębienie ze mną. Taki był mój kursowy weekend w okolicach Supraśla. Jednak już wiem, że im więcej przeciwności i im więcej wysiłku włożonego w plener, tym bardziej doceniam radość fotografowania.

Prognoza pogody była zła. Z zazdrością patrzyłem na mapę zachmurzenia nad Polską. Prawie wszędzie bezchmurne niebo. Tylko jej fragmencik za Białymstokiem pokrywała gruba warstwa chmur. Zazdrościłem. Od dawna już nie patrzyłem na zimowe niebo z gwiazdami nad moją głową. Zapowiedź nieciekawej pogody sprawdziła się idealnie. Przez 3 dni oglądałem czarno – biały świat, przetykany szarościami nieba. Takim więc postanowiłem go pokazać na kilku kadrach opowiadających o oglądanym przeze mnie świecie.

 

Żubry mogą być bardzo blisko, a wcale ich nie zauważymy. Kryją się od wiatru w zaciszu dolinek.

Oczywiście wraz z moją grupką „pojechaliśmy na żubry. Dzięki podpowiedzi Jarka Jakóbczaka wiedziałem, gdzie są. Bez tej wiedzy odszukanie ich byłby bardzo kłopotliwe, ponieważ rano pojawiła się mgła mocno ograniczająca widoczność. Białe mleko mgły, mieszało się z białym śniegiem na pagórkach w okolicach Krynek. Kiedy już przy nich staliśmy i przez ponad pół godziny robiliśmy zdjęcia to stado liczące ponad 80 sztuk leżało na śniegu i prawie nie interesowało się naszą obecnością. Już są wyraźnie przyzwyczajone do nieustannych odwiedzin fotografów z prawie całej Polski.

W Ostrowiu ksiądz swym mocno terenowym jeepem sprawnie pokonywał oblodzoną drogę i zatrzymywał się przy niektórych domach. Wiadomo kolęda. Jednak zimą w całej wsi może 3, a może 4 domy są zamieszkałe. Cisza i spokój. Bramy pozamykane są na kłódki. Nie ma ludzi, nie ma zwierząt. Jest tylko zima i pustka. Podobnie i trochę zatrważająco spokojnie jest także w Kruszynianach. Na parkingu przed meczetem nie było ani jednego auta. Od dawna nie pamiętam takiego widoku. Wyziębiona podłoga świątyni mocno chłodziła stopy bez obuwia, więc sesja we wnętrzu trwała dosyć krótko.

 

Zimą w tutejszych wsiach mieszka mało osób. Wszystko jest zamknięte i czeka na wiosnę.

Wszystkie drogi prowadzą do Tatarskiej Jurty, czyli restauracji z tatarskimi potrawami. Czekał już na nas zarezerwowany wcześniej stół. Niektórzy “plenerowicze” są tu po raz pierwszy, zatem szybko podpowiadam, którą potrawę warto wybrać. Rzecz jasna pytając wcześniej o kulinarne preferencje. Jedzenie szybko pojawia się na stole. Jedynie ja czekam kilkanaście minut bowiem zamówiłem moje ulubione manty na słodko – są przygotowane na parze. Manty, czyli też jedyny wyłom w niedawno rozpoczętej diecie. Potrawy szybko zniknęły z talerzy. Po pierwsze po prostu jest bardzo smaczne. Po drugie po całym dniu wędrówki po nadgranicznych skrawkach woj. podlaskiego apetyty dopisują. Wiadomo, że podczas powrotu do Supraśla w autach nie będą drzemać tylko dwie osoby – kierowcy obu aut (przynajmniej mam taką nadzieję bo droga jest znowu śliska).

 

Mgła i śnieg znacznie upraszczają paletę kolorów.

Przed południem w niedzielę odwiedzaliśmy jeszcze Muzeum Ikon w Supraślu. Była to jak zwykle świetna okazja do fotografowania wspaniałych zabytków sztuki oraz poznania ich historii i zasad powstawania. To już 10 rok istnienia tej placówki! Wspaniałe miejsce. Znowu spostrzegłem kilka ikon, na które do tej pory nie zwracałem uwagi.  Teraz nagle je odkryłem.

Każda moja wizyta, gdzieś tam za Supraślem jest szansą na uspokojenie rytmu życia i pracy. Pozwala na wyciszenie i zobaczenie całkiem innego świata. Jest on po prostu piękny, nawet w czerni i bieli.

Marek Waśkiel

http://waskiel.pl/blog.html

To także może ci się spodobać