Wyprawy i plenery

PODRÓŻE: Całkiem inna Kalifornia

Całkiem inna Kalifornia

Baja California, czyli Półwysep Kalifornijski zaczyna się tam, gdzie kończy mlekiem i miodem płynący stan USA – na granicy z Meksykiem. Na Baja California (jakoś wolę to meksykańskie brzmienie od poprawnego Półwyspu Kalifornijskiego) można dostać się promem od południa albo wprost od strony przygranicznej Tijuany – od północy. Nasza mała wyprawa wyruszała z południa, z miasta Meksyk, gdzie dostaliśmy dzięki uprzejmości polskiego i meksykańskiego przedstawiciela marki Jeep nowiutkiego Wranglera do przetestowania.

Środek niczego
Południowy cypel Baja jest opanowany przez turystów – głównie miejscowych i amerykańskich. Od jesieni do wiosny można podglądać pławiące się u wybrzeży wieloryby, ale latem jest tylko opcja na plażowanie i wszelkiego rodzaju hedonistyczne uciechy. Ale tam, gdzie się kończy pas hoteli, zaczyna się magiczny bezkres skalistej pustyni wciśniętej między Pacyfik a Zatokę Kalifornijską, zwaną tu Morzem Corteza.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Botaniczne Eldorado
Naszym celem było poznanie endemicznej roślinności na Baja – zwłaszcza tej najbardziej odpornej na 50-stopniowe upały i suszę. Pod tym względem jest to raj na Ziemi, choć trzeba przyznać, że raj specyficznie pojmowany. Jest to też kraina bezustannej gry światła i barw, choć oczywiście południe najlepiej by było przespać pod krzakiem i nie wyjmować aparatu. Tyle, że pod krzakiem szukają cienia wszyscy mieszkańcy – ośliźli i włochaci też. Na las też nie ma co liczyć – jedyne „drzewa” to ogromne kaktusy i butelkowate idrie – widok jakiego nie zobaczymy jednak nigdzie indziej na świecie. ◊

JAK FOTOGRAFOWAĆ?
BYŁO TAK GORĄCO, że wieczorem nie było czym oddychać. Termometr w naszym Jeepie nie chciał pokazać mniej niż 40 stopni przez wiele dni. Aż któregoś ranka przyszła znad Pacyfiku mgła. W kilka godzin zrobiło się paskudnie szaro, a temperatura spadła do… 16 stopni! Następnego dnia było znów „w normie”.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

W innym miejscu, już na stałym lądzie, towarzyszące huraganowi ulewy (sezon na nie to lato), tworzyły na naszej bardzo pustynnej drodze kilkusetmetrowej szerokości rzeki. Zrywały mosty i wyrywały beton ze wzmocnionych brodów okresowych rzek. Pustynia stawała się zielona, a z rozlewisk wystawały czubki kaktusów. Zdziwiony tym wszystkim i całkiem przemoczony skunks nie miał zamiaru obdarzyć nas próbką swoich aromatów, a grzechotnik udawał, że nic nie widzi, wystawiony na pierwsze od kilku dni promienie słońca. Kaktusy pękały od nadmiaru wody, a to co znaliśmy jako suche badyle pięknie kwitło.
Czy lato to dobry termin na wyprawę do Meksyku? Nie, nie, nie! Dla kogoś, kto bywa tam co jakiś czas, to ciekawa przygoda, ale jeśli chcecie zobaczyć Meksyk w jego najlepszym wydaniu, to kupujcie bilety i pakujcie walizy – nadchodzi najlepszy okres – jesień.
Ja wracam tam za rok. ◊

Tekst i zdjęcia: Dariusz Raczko

Artykuł pochodzi z magazynu FotoGeA.com

https://www.fotogea.com/?page_id=692

To także może ci się spodobać