Fotograf w podróży

Nie tylko Rio de Janeiro!

Kiedy w Polsce zaczyna się listopadowa szaruga i plucha, kiedy staje się naprawdę nieprzyjemnie na zewnątrz, no i kiedy dzień staje się coraz krótszy, a człowiek… jakoś tak samoczynnie i intuicyjnie zaczyna odliczać dni do wiosny, warto wtedy zaplanować wyjazd tam gdzie jest przyjemnie ciepło, a słońca jest zawsze pod dostatkiem… Niewątpliwie jednym z takich miejsc wartym polecenia na listopad jest Brazylia. Kraj, który oczaruje nie tylko miłośników sportów wodnych i amatorów przygód, z pewnością zawładnie sercami fotografów. Ciepłego światła i atrakcji fotograficznych jest tam pod dostatkiem. Przyznaję, że jest mi cieplej na samo wspomnienie mojej podróży po tym kraju.

Wielka Brazylia
Jedynym z problemów, z którym trzeba się zmierzyć przygotowując się do ewentualnej przygody z Brazylią jest dokładne zaplanowanie miejsc, które chcielibyśmy zobaczyć i sfotografować. Brazylia- jeden z pięciu największych krajów świata, jest naprawdę ogromna i zajmuje blisko połowę kontynentu. Pokonanie odległości między miejscami, wartymi odwiedzenia, dla tych, którzy dysponują ograniczonym czasem jest prawdziwym wyzwaniem. Bogactwo fauny i flory, zróżnicowane krajobrazy – od cudnych miast kolonialnych, przez maleńkie wioski rybackie, bezkresne plaże położone nad Oceanem Atlantyckim po barwny świat skrywany w amazońskiej dżungli – to wszystko może Ci zaoferować Brazylia. Naprawdę jest, w czym wybierać!
Jeżeli staranne zaplanuje się trasę to można kupić specjalny karnet lotniczy, który pomaga turystom w ich podróży. Jest to tzw. air pass, oferowany przez brazylijskie linie lotnicze, np. TAM, GOL/Varig, który umożliwi szybsze i tańsze przemieszczanie się pomiędzy rozsianymi w znacznych odległościach miejscami. Niestety, żeby móc skorzystać z oferty ten bilet trzeba kupić przed wylotem do Brazylii.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

WODOSPADY IGUACU
Pierwszy kupon z mojego air passa wykorzystuję na przelot do Foz do Iguacu. Miasteczko niby nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale to nie dla niego przybywają w ten rejon Brazyli turyści z całego świata. Jakieś 20 km na południe od miasta, na granicy Brazylii i Argentyny, na rzece Iguacu natura stworzyła ogromne, przecudne i niezapomniane „cataratas” (wodospady). Woda spadając tam z ponad 80 metrów, tworzy setki mniejszych i większych wodospadów. To właśnie w Parku Narodowym Iguacu, natura codziennie i nieprzerwanie odgrywa niesamowity spektakl, w którym woda demonstruje swoją siłę. Słynne wodospady koniecznie trzeba podziwiać ze strony brazylijskiej, jaki i argentyńskiej (dla kolekcjonerów ciekawych pieczątek w paszportach będzie to dodatkowa atrakcja. Po stronie Brazylijskiej możemy spróbować ogarnąć całość tego przyrodniczego zjawiska, po stronie Argentyńskiej natomiast możemy zbliżyć się do wody prawie na wyciągnięcie ręki, a na pewno poczuć siłę i energię, którą z sobą niesie. Umożliwią nam to liczne kładki, poprowadzone blisko wody, która rozpryskuje się i tworzy w słońcu setki barwnych tęczy. Dla miłośników fotografii będzie to prawdziwy raj, ale warto zabrać ze sobą statyw. Wodę można przecież fotografować na setki sposobów. Przed wizytą w Parku warto też pomyśleć o czymś do przebrania i koniecznie o czymś, co ochroni nas sprzęt przed wszechobecnymi kropelkami wody. Prawdziwi twardziele powinni zdecydować się na krótki rejs motorówką do samego centrum szalejącej wody (potężny lodowaty prysznic, który niemal przyprawia o zatrzymanie akcji serca dostaniemy w pakiecie). Na szczęście sprzęt fotograficzny można schować do specjalnych toreb, które są rozdawane przed rejsem. Mi nic nie zamokło, chociaż muszę przyznać, że miałam sporo obaw…

SALVADOR, po prawej Igreja de Nossa Senhora do Rosário dos Pretos.

SALVADOR, po prawej Igreja de Nossa Senhora do Rosário dos Pretos.

SALVADOR DA BAHIA
Kolejne magiczne, urokliwe i godne polecenia miejsce na trasie mojej podróży, to dawna stolica Brazylii – Salvador da Bahia, miasto założone w XIV wieku, a obecnie wpisane na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO. Salvador to perła architektury kolonialnej. Znajdziemy tu pięknie odrestaurowane kościoły a obok zabytkowe budynki, pomalowane we wszystkich kolorach tęczy. Kolory architektonicznych cacek wspaniale współgrają z wodą, otaczającą miasto. Jest ono położone na półwyspie ze stromymi, skalnymi urwiskami schodzącymi do oceanu nad którym króluje błękitne niebo. Salvador tętni życiem i muzyką! Ten dawny ośrodek handlu cukrem, diamentami i pochodzącymi z Afryki niewolnikami, pozostał do dzisiaj barwną mieszanką kultur. Pamiętacie teledysk do piosenki „They don’t care about us” Michaela Jacksona – barwne budynki, strome uliczki i kolorowy, roztańczony tłum bębniący na ogromnych bębnach… to właśnie był Salvador. Miasto nabiera innego wymiaru szczególnie po zmierzchu, kiedy temperatura staje się bardziej znośna, a mieszkańcy tłumnie wychodzą na ulice i bawią się do rana. Capoiera, tańce, porywająca, rytmiczna muzyka…jedno jest pewne ciemnoskórzy mieszkańcy Salvadoru muzykę i rytm mają we krwi!

 

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

NAD OCEAN
Kolejny kupon z mojego air pass pozwala mi się przemieścić na północne wybrzeże do Fortalezy (miejsca gdzie ląduje większość charterów z Europy). Czym prędzej, więc oddalam się stamtąd w poszukiwaniu ciszy, spokoju i pustych, bezkresnych brazylijskich plaż. Prawdziwy raj znajduję blisko 200 km na wschód do Fortalezy w Guajiru, maleńkiej wiosce rybackiej położonej nad Oceanem Atlantyckim. Taksówkarz, wiozący mnie z Fortalezy, po kilku godzinach jazdy, z trudem odnajduje to miejsce. Na koniec próbuje wynegocjować dodatkową zapłatę za to, że błądził w jego poszukiwaniu. Można tu znaleźć jeden maleńki hotelik (przed którym dosłownie kończy się asfalt), prowadzony przez dwie angielki, liczący zaledwie 20 pokoi i polski akcent w postaci szkoły kitesurfingu, prowadzonej na terenie hotelu przez Darka Marchewkę. To właśnie tu zmierzam, po raz pierwszy spróbować swoich sił w tym sporcie, gdzie trzeba okiełznać wiatr i wodę równocześnie (kitesurfing to po prostu pływanie na desce, będąc jednocześnie przyczepionym do latawcem).
Guajiru to bezkresne, złote plaże i jego cudowni mieszkańcy, głównie rybacy, żyjący codziennym rytmem wyznaczanym przez odpływy i przypływy oceanu. To prawdziwy raj dla fotografów, przecudne ciepłe światło, wydobywające wszystkie kolory okolicznej przyrody. Uwielbiałam tam godzinami spacerować i fotografować wszystko to, co akurat spotkałam na swojej drodze. Szczególnie upodobałam sobie rybaków i ich malownicze, maleńkie łódeczki, które dzielnie stawiały opór sile oceanu. Co rano wstawałam o świcie, by móc podziwiać rybaków wracających z pracy i ich łowy. Co ważne mieszkańcy Guajiru są tam naprawdę przyjaźnie nastawienie, chętnie pozują do zdjęć i tylko szkoda, że raczej trudno się z nimi porozumieć bez znajomości portugalskiego… Najważniejsze, że można się tam czuć zupełnie bezpiecznie. Niestety, Brazylia, a szczególnie jej metropolie nie cieszą się zbyt dobrą sławą, jeśli chodzi o bezpieczeństwo.

Foz  Do Iguacu,  jeden z stek mniejszych wodospadów, ten leży po stronie  Argentyńskiej

Foz Do Iguacu, jeden z stek mniejszych wodospadów, ten leży po stronie Argentyńskiej

Jeśli komuś znudzi się dokumentowanie codzienności mieszkańców Guajiru, zawsze może skoncentrować się na fotografii sportowej. Otóż w czasie, kiedy tam byłam, ze względu na polski akcent, do sezonu przygotowywały się polskie topowe zawodniczki wind i kitesurfingu. Dokumentowanie ich wyczynów na treningach było nie lada próbą zmierzenia się z fotografią sportową.

RIO DE JANEIRO
Kulminacją mojej podróży jest pobyt w Rio de Janeiro, to tutaj odcinam ostatni kupon z mojego „air passa”. W Rio odnaleźć można najpiękniejsze plaże świata, najwspanialszy Brazylijski stadion piłkarski – Maracanę (footbol to przecież narodowy sport Brazylijczyków) i żywiołowe, słynne na cały świat szkoły samby, które cały rok pracują nad spektaklem, który wystawią w karnawale. A nad tym wszystkim góruje ogromna figura Chrystusa…, która jako znak rozpoznawczy dodaje temu miastu magii i wyjątkowego charakteru. Niestety pogoda bywa czasem kapryśna, gwarancja listopadowego słońca na północy kraju może oznaczać deszcze i mgły na południu.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

W pełni świadoma tego, że zobaczyłam zaledwie maleńki skrawek tego, co Brazylia ma do zaoferowania, gorąco zachęcam do odwiedzenia tego pięknego i odległego kraju. Jednocześnie mogę obiecać, że wspomnienia i zdjęcia, rozgrzeją nas w nie jeden szary jesienno-zimowy wieczór.◊

Jak fotografować?
Wybierając się w podróż do Brazylii z zamiarem fotografowania, warto zabrać ze sobą statyw, który pozwoli nam uzyskać jak najbardziej ostre zdjęcia krajobrazów i filtry polaryzacyjne, które pozwolą wydobyć jeszcze większe bogactwo kolorów, które ma ona do zaoferowania fotoamatorom. Dobrego, ciepłego słońca na pewno będziemy mieć tam pod dostatkiem.
Brazylia niestety nie cieszy się zbyt dobrą sławą w kwestiach związanych z bezpieczeństwem. Drobne kradzieże są tam na porządku dziennym (szczególnie w dużych miastach), a sprzęt fotograficzny należy do bardzo łatwych i cennych złodziejskich łupów. Warto pomyśleć o tym zawczasu. Można rozważyć zabranie dodatkowego, małego aparatu kompaktowego, który będziemy mogli wyciągnąć w dowolnych miejscach, gdy nie do końca będziemy się czuć swobodnie z dużą lustrzanką. Okazja na dobre zdjęcie może się przecież czaić na każdym rogu, a trudno robić zdjęcia aparatem ukrytym głęboko w plecaku… W lustrzankach natomiast warto zamienić firmowe paski na bardziej dyskretne, pozbawione jakichkolwiek napisów czy logo. Można również pomyśleć o dodatkowym ubezpieczeniu sprzętu fotograficznego. No i najważniejsze koniecznie trzeba pamiętać o zabraniu zdrowego rozsądku, a wówczas nic nieprzyjemnego nie powinno zakłócić naszego urlopu. ◊

Aleksandra Gierczak

warto też przeczytać:

Piotr Trybalski: Ludzie i ulica – to moje ulubione tematy.

SYRIA – niczym wielobarwna mozaika

To także może ci się spodobać