Fotograf w podróży

Inkowie, Cuzco i Boże Ciało

Cuzco – miejsce jakże tragiczne. Daty dramatu, której źródłem byli konkwistadorzy znane są nam z wyjątkową precyzją. Ponad 450 lat temu, prawie dokładnie w pierwszą rocznicę pogromu Inków oraz pojmania ich wodza Atahualpa, 15 listopada 1533 roku, dwie godziny przed zachodem słońca, do miasta wkroczyły oddziały pod wodzą Francisco Pizarro (1476 –1541). Zdobycie Cuzco było jednym z momentów zwrotnych w historii Ameryki Łacińskiej i de facto uważane jest za moment kończący podbój Peru.

Pizarro był oczarowany zdobytą stolicą. Pełen zachwytu pisał do króla Hiszpanii: „to miasto jest największe i najpiękniejsze ze wszystkich, jakie do tej pory widzieliśmy … Możemy zapewnić Waszą Wysokość, iż jest tak niesamowitej urody i posiada tak przepiękne budowle, że wzbudziło by zachwyt nawet w Hiszpanii …”

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

 

Znajduję się na Plaza de Armas, w samym centrum Cuzco i obracam mapą próbując dopasować ją do otaczającej mnie rzeczywistości. Swego czasu było to centralne miejsce państwa Inków zwanego Tawantinsuyu. Imperium to rozciągało się na przestrzeni tysięcy kilometrów – od Quito, stolicy dzisiejszego Ekwadoru na północy aż po okolice obecnego miasta Santiago w Chile. To odległość większa aniżeli dystans pomiędzy Sycylią a Biegunem Północnym! Cuzco (a raczej Qusqu) oznaczało w języku keczua pępek (wszech)świata, a Tawantinsuyu – krainę czterech części. Z centrum Cuzco brały bowiem swój bieg cztery ulice, osie imperium, które dzieliły królestwo na cztery części.

Zabudowa przedkolumbijskiego Cuzco składała się w głównej mierze z kanchas – bloków mieszkalnych otaczających ze wszystkich stron niewielkie, kwadratowe, place. Centrum stolicy zarezerwowane było dla pałaców królewskich, domów dostojników dworskich i duchownych jak również rozlicznych świątyń. Ulice były brukowane, a budowle wznoszono z kamiennych bloków tak idealnie dopasowanych do siebie, iż stosowanie jakiejkolwiek zaprawy było zbędne. Miasto posiadało również system ulicznej kanalizacji i wodociągów.

Jedna z procesji Bożego Ciała rusza wąskimi uliczkami górnego Cuzco.

Jedna z procesji Bożego Ciała rusza wąskimi uliczkami górnego Cuzco.

Ale Cuzco było także duchowym centrum imperium. Tutaj znajdowały się niezliczone świątynie w tym monumentalna Coricancha wybudowana ku czci Słońca, Gwiazd i Księżyca. Jej ściany wyłożone były srebrem oraz złotem, tak zresztą jak i dach, a w ogrodzie znajdowały się figury kobiet, mężczyzn, zwierząt i roślin wzniesione ze szczerego złota.

W katedrze miałem moje pierwsze zetknięcie z peruwiańskim synkretyzm – we wnętrzach natknąłem się na obraz przedstawiający Ostatnią Wieczerzę – Jezus ma przed sobą talerz, na którym znajduje się nie chleb ale … pieczone świnki morskie, ulubiony przysmak w tej części świata. Teraz obserwuję przygotowania do Święta Bożego Ciała w różnych punktach miasta. W parku już od dwóch dni z rzędu grupa jednakowo ubranych w niebieskie ubranka chłopców ćwiczy marsz pod wodzą nieco nerwowej nauczycielki. Opiekunka raz po raz strofuje dzieci za, jej zdaniem, nierówny rytm. Za rogiem natykam się na panów o smętnych wyrazach twarzy i ciemnych okularach – nie, nie można teraz tędy przejść. Pomiędzy panami widać czarne limuzyny otoczone policjantami na motorach. Z samochodów wysiada kilku wojskowych. Sądząc po ilości medali zwisających na ich piersiach, ci wojacy brali udział w co najmniej 30 zwycięskich wojnach na pięciu kontynentach.

Procesja parafii świętego Błażeja w Cuzco.

Procesja parafii świętego Błażeja w Cuzco.

W pobliskiej parafii kilkoro dzieci składa u stóp figury Matki Boskiej zabawki; figura ta za kilka chwil rozpocznie wędrówkę ulicami miasta. Żółty, pluszowy Miś Puchatek w czerwonej koszulce, różnej wielkości lalki przybrane w kolorowe ubranka o peruwiańskich wzorach, dmuchane piłki i balony, niewielki plastikowy robot o świecących oczach. Kilku dorosłych pośpiesznie rozkłada wokół figury kwiaty, obok orkiestra ćwiczy ostatnie akordy. Młoda kobieta pochyla się ku dziecku i przemawia do niego. Trzy-, być może czteroletnia dziewczynka w różowej spódniczce obu rączkami przyciska do ciała dwie zabawki – brązowego misia w podkoszulce oraz rudego lwa o zabawnych, odstających uszach. Najwyraźniej decyzja, którą z zabawek ofiarować, nie została jeszcze podjęta. Wreszcie dziecko powoli wyciąga lewą rączkę i podaje matce misia ani na moment nie wypuszczając z objęć lwa. Miś wędruje ku górze i zajmuje miejsce u podnóża Matki Boskiej obok innych zabawek.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

W czasach prekolumbijskich Inkowie składali ofiary swoim bogom z ludzi, poświęcano w tym celu nawet małe dzieci. Kilkaset lat temu przyjęli chrześcijaństwo, ale w głębi indiańskich dusz nadal tli się kult inti (Słońca) czy Pacha Mama (Matka Ziemia). Do dziś dnia można na peruwiańskich targach kupić przygotowane zestawy ofiarne, np. tłuszcz zwierzęcy zmieszany z płodem lamy. Peruwiańczycy chętnie składają ofiary z pokarmów oraz napojów, ale też z liści koki czy muszelek. W czasie składania ofiary dla Matki Ziemi (tzw. despacho) odmawia się modlitwy, np. Ojcze Nasz, a błogosławienia „wiernych” dokonuje się poprzez lekkie uderzanie ich po głowach Pismem Świętym. Michael Parfit napisał kiedyś o katolicyzmie w Meksyku, iż „jego obrzędy są tak przesiąknięte miejscową tradycją, że w półmroku wiejskich kościółków można niemal usłyszeć jękliwe pieśni wojenne Indian.” Nie inaczej sprawa ma się z wiarą katolicką w Peru …

Pomimo uznania dla piękna stolicy inkaskiego imperium, Hiszpańscy zdobywcy zachowali się jak najgorsi barbarzyńscy. Miasto najpierw bezlitośnie ograbiono, a następnie zniszczono, częściowo ogniem, a częściowo przez systematyczne niszczenie świątyni po świątyni, domu po domu. Coricancha została ograbiona, wywieziono stąd dziesiątki wozów pełnych złota i srebra. Na jej pozostałościach Hiszpanie wznieśli, w imieniu nowego Boga, klasztor Santo Domingo. Teraz przed owym kościołem panuje ogromny ścisk – tłum napiera ze wszystkich stron. Za chwilę zaczyna się procesja Bożego Ciała, miasto pęka w szwach. Poruszanie się od jednego do drugiego punktu obserwacyjnego, tak jak sobie to zaplanowałem poprzedniego dnia, zaczyna był coraz trudniejsze a z czasem staje się praktycznie niemożliwe.

Przede mną kilkudziesięciu rosłych mężczyzn niesie olbrzymią figurę Św. Błażeja z jednej z parafii położonej na wzgórzach otaczających miasto. Twarze mężczyzn są poważne, napięte z wysiłku i zalane potem – figura wraz z podestem waży bowiem blisko tonę. Procesję poprzedza grupa kilkunastoletnich chłopców niosących stelaż dopasowany kształtem i wielkością do podestu. Co pewien czas, na znak wysokiego mężczyzny w okularach, chłopcy przystają i pozostawiają stelaż na środku ulicy. Tragarze wolno zbliżają się do stelaża, za chwilę figura św. Bartłomieja zostanie tu postawiona na czas krótkiej przerwy. Słońce praży niemiłosiernie, mężczyźni łapczywie piją wodę z podawanych im plastikowych butelek. Za chwilę ktoś podaje sygnał – krótki, gardłowy okrzyk – i znów napinają się mięśnie oraz liny. Podest z figurą drga, kołysze się niebezpiecznie na boki i unosi się nieco do góry. Chłopcy chwytają uwolniony od ciężaru stelaż i biegną z nim do przodu. W tenże sposób 15 procesji z różnych parafii rozrzuconych po całym Cuzco zbliża się do katedry. W czasach przedkolumbijskich co pewien czas noszono po Cuzco mumie zmarłych władców lub innych dostojników. A gdyby tak Hiszpanie pozwolili indiańskim wierzeniom dalej egzystować w nieskrępowanej swobodzie? Czy dziś zamiast ciężaru figur świętych kościoła katolickiego ci sami mężczyźni nosiliby figury świętej pumy, węża czy drapieżnego ptaka ?

Hiszpanie wybudowali kościół Santo Domingo na ruinach świątyni Coricancha (dolna część widocznej na zdjęciu budowli).

Hiszpanie wybudowali kościół Santo Domingo na ruinach świątyni Coricancha (dolna część widocznej na zdjęciu budowli).

Los mieszkańców Cuzco i ich wierzeń po zdobyciu przez Hiszpanów był tragiczny – miasto spłynęło łzami i krwią. Mordów dokonywano w imię Jezusa Chrystusa, króla i ojczystej Hiszpanii. Ktokolwiek wzdrygał się przejść na chrześcijaństwo traktowany był jak wcielenie żywego diabła ze wszelkimi tegoż konsekwencjami. Przybyli z Europy gorliwi misjonarze „nawracali” tych, którzy przeżyli kusząc ich perspektywą ocalenia życia czy podarunkami w zamian za udział w chrzcie. Na gruzach świątyń w Cuzco wkrótce zaczęto wznosić – używając niewolniczej pracy Indian – domy i kościoły zdobywców.
„Hej przyjacielu!”. „Hej, hej” odpowiadam i usiłuję wyminąć kolejnego sprzedawcę pamiątek, ale ten szybko zagradza mi drogę. „Ty z Polski?” Moment zaskoczenia, a potem następnie olśnienia – przecież noszę na głowę czerwoną czapeczkę z białym orłem i nazwą naszego kraju. „To może pokaże Ci coś czego polski turysta nigdy nie kupi bo się boi …” Zaintrygowany podążam za sprzedawcą, a raczej naganiaczem, w głąb korytarzy prowadzącego z gwarnej ulicy do niewielkiego podwórza. Wkraczamy do jednego z pomieszczeń. Mój przewodnik z dumą pokazuje mi obraz Matki Boskiej w dość jaskrawych kolorach … z nagim biustem. Nie spuszcza mnie z oka, najwyraźniej bawi go wyraz zakłopotania, który na krótko zagościł na mojej twarzy. „Mam dużo, dużo obrazów Matki Boskiej w takim „stroju” … Wy Polacy chyba tego nie lubicie, prawda? He, he.” Opanowuję mimikę twarzy i postanawiam przejąć inicjatywę: „Ależ oczywiście takich obrazów mam w domu i w pracy bez liku. Ale teraz w Polsce na topie jest obraz świętej Marii Skłodowskiej-Curii”. Fernando, bo tak przedstawił mi się mój rozmówca, stracił mocno na rezolutności. „Muszę spytać w magazynie czy mamy obraz świętej Marii Skdawskiejkjurie …”. Pomagam mu jak mogę: „Zacznij sprzedawać obrazy świętej Marii Skłodowskiej-Curii, a zobaczysz, że Polacy będą kupowali je jak świeże bułeczki”. Usłużnie zapisuję na kartce trudne nazwisko (nowej) polskiej świętej i żegnam młodego Peruwiańczyka.

Gdy opuszczam sklep, Fernando odprowadza mnie niepewnie wzrokiem ciągle jeszcze nie wiedząc czy polski podróżnik właśnie mu wskazał nowe możliwości w pamiątkowym biznesie czy też dostosował swoje poczucie humoru do latynoskiej atmosfery Bożego
Ciała.

Tekst i zdjęcia: Grzegorz LITYŃSKI
http://www.litynski.com

Artykuł pochodzi z bezpłatnego miesięcznika FotoGeA.com (a w nim wiele innych zdjęć!).
Do zaprenumerowania:   http://www.fotogea.com/?page_id=692

To także może ci się spodobać