Fotograf w podróży

GALAPAGOS – teleobiektyw (prawie) niepotrzebny

To frontalny atak z morza, ziemi i powietrza”! Pedro rozpaczliwie wymachuje wielką miotłą na prawo i lewo. „A do tego znowu nadciąga ten uparciuch” – kijem od miotły wskazuje na schody prowadzące z mola przy którym zacumowane są rybackie kutry. Zaintrygowany skierowuję mój obiektyw w tamtą stronę ale dopiero po chwili zauważam wielkiego lwa morskiego pnącego się w górę po szarości betonowych stopni. Tylko w chwilę później wokół nas było już kilka tychże przesympatycznych ssaków sunących w stronę rybaków. Pomiędzy nogami Pedro do kamiennego stołu gdzie rybacy kroili świeżo złowione ryby dopychały się legwany.

Na Galapagos zwierzęta nie boją się ludzi. I nie mają ku temu najmniejszego powodu – od ponad pół wieku aż 97% terenu Galapagos to obszar parku narodowego. Stałych mieszkańców jest garstka, zaledwie 10 tysięcy osób, a ruch turystyczny został poddany rygorystycznym zasadom. Zakaz szkodzenia środowisku jest tu bezwzględnie przestrzegany. Turystyka indywidualna praktycznie nie istnieje – poruszać się można wyłącznie w grupach i to po ściśle określonych ścieżkach oznaczonych białymi palikami. Przewodnicy oprowadzający grupy wykazują zaskakująco wysoki poziom świadomości ekologicznej i nie pozwalają nawet na najmniejsze zejście z wyznaczonej trasy.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Zakwaterowanie w czasie zwiedzania Galapagos jest na łodzi / jachcie gdyż na zdecydowanej większości wysp nie wolno przebywać po zapadnięciu zmroku, a de facto tylko nieliczne wyspy są zamieszkałe. Zaledwie kilkanaście wysepek udostępnionych jest zwiedzającym, na resztę wstęp mają wyłącznie pracownicy Parku Narodowego oraz w uzasadnionych przypadkach również pracownicy naukowi.

Lew morski wdrapał się na mini-pomost naszego statku służący do cumowania szalup i uciął sobie drzemkę nie zwracając na nas uwagi. Słodkich snów!

Lew morski wdrapał się na mini-pomost naszego statku służący do cumowania szalup i uciął sobie drzemkę nie zwracając na nas uwagi. Słodkich snów!

Czytając powyższy opis restrykcji, niejeden fotograf może poczuć się lekko nieswojo: a więc nie można się swobodnie poruszać, nie wolno schodzić ze ścieżek, wyjazd na wyspy z jachtu tylko o określonych godzinach … To czy warto w ogóle planować fotograficzny wyjazd na Galapagos? Czy zwierzęta można oglądać tylko z oddali albo w porcie rybackim?
Zakazy i nakazy z jednej strony faktycznie ograniczają dość mocno naszą wolność poruszania się po wyspach. Ale z drugiej strony, dzięki swoistej dyscyplinie, której poddani zostali ludzie, zwierzęta są tak ufne, że podchodzą na odległość kilku kroków i to w ilościach niespotykanych w innych miejscach globu. Wielokrotnie musiałem ustępować miejsca na wyznaczonych dróżkach głuptakom odstawiającym godowe tańce, omijać gniazda założone przez mewy na środku ścieżki, a lądowanie na jednej z wysp musiało zostać przełożone bo na molu rozsiadły się lwy morskie, które głośnym fukaniem wybiły nam z głowy pomysł przycumowania w tym miejscu. Przed dziobem jachtu baraszkowały delfiny wykręcając powietrzne salta, a nad naszymi głowami godzinami szybowały majestatyczne fregaty z szeroko rozłożonymi skrzydłami. Unosiły się nad pokładem tak nisko, że by je sfotografować częstokroć musiałem kłaść się na pokład i używać obiektywu szerokokątnego – teleobiektyw był tu zbędny. A przy lądowaniu na wyspach częstokroć witały nas kolonie lwów morskich. Niektóre z nich, zwłaszcza młode egzemplarze, zaciekawione zbliżały się posuwistymi ruchami by powąchać moje nogi czy obiektyw. W żadnym przypadku Galapagos nie przypomina ogrodu zoologicznego – zwierzęta są tu u siebie, poruszają się na przestrzeniach otwartych aż po horyzont kiedy chcą i jak chcą. Są u siebie, są częścią naturalnego ekosystemu, który istnieje tu od milionów lat. Na wyspach nie widać też prawie w ogóle śladów interwencji człowieka. To wszystko sprawia, że pobyt na Galapagos jest (nie tylko fotograficzną) przygodą.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

 

W pamięci pozostają nie tylko wrażenia wizualne, ale też akustyczne. Archipelag odwiedziłem w czerwcu – jest to okres lęgowy wielu ptaków morskich (choć niestety nie ma w tym czasie prawie w ogóle słynnych żółwi). Na niektórych z wysp np. Española ptasi gwar był tak przeogromny, że z trudem można było zrozumieć komentarze przewodnika. 2-3 metry ode mnie para mew prowadziła zaciekłą obronę gniazda przed intruzem machając skrzydłami i wydając odstraszające dźwięki. Tylko kilka kroków dalej para albatrosów przekomarza się stukając się dziobami. Niezwykłe widowisko czeka mnie kilka minut później: na rozległej polanie kilkadziesiąt samców fregat nadęło worki gardłowe do rozmiarów piłki koszykowej. Samce dumnie wypinają worki o intensywnie czerwonym kolorze w stronę przelatujących nad ich głowami przedstawicielkom płci pięknej usiłując zdobyć jej uwagę. Na skałach wygrzewają się legwany przywołujące swym wyglądem skojarzenia z przedpotopowymi stworami. Pomiędzy nimi czarne jak smoła skały pochodzenie wulkanicznego usiane są setkami czerwonych krabów. Iście malowniczy widok, szczególnie w promieniach popołudniowego słońca. W dole słychać nieustające huczenie – to gniewny ocean z impetem rozbija się o skaliste wybrzeże i wyrzuca w górę fontanny spienionej wody, która opada w dół tworząc delikatną zasłonę utkaną z lśniących kropelek wody. Wodny spektakl uzupełniają krążące wokół głuptaki – świetni łowcy potrafiący wypatrzyć rybę z wysokości 25 metrów i natychmiast rzucić się do lotu nurkowego.

Czerwonym krab skalny (ang. red crab rock) jest rozpowszechniony na całym wybrzeżu Ameryki Południowej. Zwierzęta te zostały szczegółowo opisane przez Darwina.

Czerwonym krab skalny (ang. red crab rock) jest rozpowszechniony na całym wybrzeżu Ameryki Południowej. Zwierzęta te zostały szczegółowo opisane przez Darwina.

Po ośmiu dniach mój pobyt na Galapagos dobiegł końca. Znoszę plecak na łódź, która transportuje naszą grupę na wybrzeże gdzie czeka na nas już autobusu. Pojazd rusza i zaledwie kilkanaście sekund później ostro hamuje. Z ciekawości wychylam się by zobaczyć przyczynę gwałtownego zatrzymania i oczom moim ukazuje się raczej nieco dziwaczny widok. Otóż na środku drogi stoi jegomość w czerwonej czapce pilnie wpatrujący się w swoje stopy. Prawą rękę trzyma wyprostowaną do góry, a otwarta dłoń najwyraźniej wstrzymuje ruch. Po kilkunastu sekundach jegomość, nie odgrywając wzroku od podłoża, przesuwa się w lewo, w stronę brzegu drogi. Za chwilę wykonuje kolejne dwa kroki w tym samym kierunku patrząc cały czas w stronę swoich stóp nawet na chwilę nie opuszczają podniesionej do góry ręki. Zaintrygowany odgrywającą się przed naszym autobusem sceną wytężam wzrok by zrozumieć co się dzieje. Widząc moją bezradną minę i zmarszczone od wysiłku myślenia czoło, kierowca zdawkowo rzuca do mnie uwagę: „Jaszczurka na drodze, trzeba poczekać aż przejdzie”. A przypadkowy przechodzień podjął się zadania bezpiecznego przeprowadzenia jaszczurki na drugą stronę drogi …

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Kilka godzin później siedzę we wznoszącym się ku górze samolocie. Wracam do Ekwadoru Wysepki archipelagu – teraz skąpane w złocistym słońca popołudnia – powoli się zmniejszają by wreszcie zniknąć z mojego pola widzenia. Pode mną bezkresny błękit Pacyfiku.

Genovesa. Para mew o charakterystycznym upierzeniu zaciekle broni gniazda przed napastnikiem.

Genovesa. Para mew o charakterystycznym upierzeniu zaciekle broni gniazda przed napastnikiem.

A przede mną na kolanach mam kartę papieru z mową północnoamerykańskiego wodza Seattle sprzed 150 lat, która jakże pasuje do moich przeżyć na Galapagos:

„My jesteśmy cząstką Ziemi i ona jest cząstką nas. Pachnące kwiaty to nasze siostry; sarna, koń, wielki orzeł . to nasi bracia. Skaliste góry, soczyste łąki, ciepło ciała kucyka – i człowiek.Wszystko to należy do jednej rodziny.

”Błyszcząca woda, co goni w strumieniach i rzekach, jest nie tylko wodą – ale także krwią naszych przodków.”
Szmer wody jest głosem naszych praojców.
Rzeki są naszymi braćmi; to one gaszą nasze pragnienie, dźwigają nasze łodzie i żywią nasze dzieci.
Powietrze jest dla nas czymś drogocennym, że
powietrze rozdziela swego ducha na wszelkie życie, które w sobie zawiera. Wiatr dawał naszym ojcom pierwszy oddech i przyjmował ich tchnienie ostatnie. I wiatr musi także naszym dzieciom dawać ducha życia.
Jedno wiemy. Ziemia nie jest własnością człowieka, to człowiek należy do Ziemi – to wiemy. Wszystko jest ze sobą złączone jak krew, co wiąże jedną rodzinę. Wszystko jest złączone. Co się przydarza Ziemi, przydarzy się także synom tej Ziemi. To nie człowiek przędzie tkaninę życia, on jest w niej tylko małą nitką. Cokolwiek uczyni tkaninie, uczyni samemu sobie.

 

Tekst i zdjęcia
Grzegorz Lityński
http://www.litynski.com

Artykuł pochodzi z bezpłatnego miesięcznika FotoGeA.com (a w nim wiele innych zdjęć!)
Do zaprenumerowania:
https://www.fotogea.com/?page_id=692

To także może ci się spodobać