Fotograf w podróży Wyprawy i plenery

FOTOWYPRAWA: Meksyk del Norte

Na północ od stolicy rządzi przyroda, ranczerzy i policja. Są też uprawy „ziół” i związany z nimi świat handlarzy i przemytników. I słońce.

Cywilizacja, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni, kończy się za miastem Meksyk. Turystów, białych, gringos można spotkać jeszcze w ruinach Teotihuacán. Dalej jest Norte, Północ. Niby bliżej USA, ale gringos jakby mniej. My nie jesteśmy gringos, jesteś- my Polakami. „Wiesz, z ziemi Papieża…” – ta magiczna formułka skutkowała za każdym razem, zdejmując z nas czar złego białego i czyniąc nas tymi dobrymi (proste jak w starym westernie!). „Papa Juan Pablo II był tu. Byliśmy z sąsiadami na mszy” –  często odpowiada śniady ranczer na koniu albo mule. Zwykle ma białą koszulę i biały kapelusz. Moje białe rzeczy nie były białe, nawet prosto z walizki.

Wyboje ku słońcu
Terraserie to podstawowy rodzaj dróg na Północy. Czasem są dobrymi szutrówkami (można wtedy rozpędzić się do 60 km/h, o ile nie wpakujemy się w/na jakąś niespodziankę) lub połączeniem leśnego duktu z polną drogą (do 30 km/h). Jest też niższa forma drogi dostępnej dla aut z napędem na jedną oś – brecha. To już droga, która wymaga naprawdę dużej uwagi i wprawy, żeby nie zostawić na niej fragmentu podwozia, lusterka, drzwi albo okna. Następnym razem wezmę 4×4.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Uwaga na złośnice
Zła kobieta, czyli mala mujer zaatakowała w krzakach jednego z nas. I nie była to mała i śliczna Meksykanka, ale roślina o klonowatych liściach i białych włoskach, z rodziny Jatropha. Kontakt z nią najpierw boli i szczypie, potem by-wa różnie. Nasz  kolega  dostał potwornego bólu stawów, który utrzymywał się przez parę dni. Nie do  pozazdroszczenia jest spotkanie ze złą kobietą…

Meksyk na talerzu
Podstawą naszego wyżywienia były tacos, czyli małe placki kukurydziane złożone w pół, a z czymś mięsnym lub mięsopodobnym w środku. Najbezpieczniejszy jest bistek, czyli siekana krówka. Inne nadzienia niosą ze sobą pewną dozę tejemniczości… Przestroga na koniec? Unikajcie smażonych opuncji. Ale w każdej ilości można spożyć zielone, ostre papryczki jalapeno.

Nie zadzieraj nosa!
Zagrożenia podczas takiej wyprawy oczywiście występują. Czyhają, choć niezbyt agresywnie, z kilku stron. Pierwsza to oczywiście… ludzie. Na szczęście nieczęsto: na przedmieściach wielkich (tych naprawdę ogromnych) miast. Grasują tam niestety bandy, którym pod żadnym pozorem nie wolno wchodzić w drogę, a przy spotkaniu lepiej ominąć, nie patrząc w oczy. To są prawdziwi bandyci, nie tacy z filmów, gdzie bohater zawsze cało wychodzi z opresji. I pamiętając o tym niechlubnym marginesie, twierdzę, że Meksykanie to jedna z najsympatyczniejszych i najbardziej życzliwych nacji świata. Wszyscy spotkani ludzie byli przyjaźnie nastawieni, włączając w to policjantów, którzy chcieli nas sprowokować do małego występku, żeby poddać nas pokazowej kon-troli. Kiedy im się nie udało, już się uśmiechali i machali przyjaźnie, kiedy się widzieliśmy następnego dnia. Ale policję lepiej tu omijać równie szerokim łukiem jak bandy. Tak jest bezpieczniej.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Na północy Meksyku trzeba też uważać na uprawy „ziół” i pilnujących ich, nierzadko uzbrojonych po zęby, miejscowych. Na takie poletka ukryte wśród kukurydzy natknąć się całkiem łatwo. Wyjść czasem znacznie trudniej. Nie wolno panikować i zachowywać się agresywnie. Oni też się boją, ale mają broń. Przy granicy ze Stanami łatwo też paść ofiarą łapanki na przemytników narkotyków i spędzić noc w miejscowym areszcie. Z tego co wiem, można sobie tej przyjemności odmówić. Generalnie: panów świata i cwaniaków się tu nie lubi. I znajcie choć kilka słów po hiszpańsku, por favor! ◊

Dariusz RACZKO

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru miesięcznika FotoGea.com

https://www.fotogea.com/?page_id=692

znajdziesz tam o wiele więcej zdjęć i ciekawych artykułów.

To także może ci się spodobać