Okiem fotoedytora

FELIETON: Kochajmy zabytki

Lata lecą, jak oszalałe. Już nie tylko aparaty fotograficzne „na kliszę” stały się „tradycyjnymi” i doszło do tego, że zdjęcia i to czasem całkiem udane, można robić telefonami. Ale to wszystko mało! Łapię się na tym, że wiele rzeczy, filmy, muzyka, różne nowości – nie wiadomo kiedy zestarzały… się na tyle, że nazywać je zaczęto klasykami, a nawet – i to całkiem poważnie – zabytkami. Jak? Kiedy? Czy nie za szybko? Może trochę, ale przecież nie stało się to cichcem, w konspiracji, znienacka, na przykład w nocy ze środy na piątek w kwietniu, czy maju trzy lata temu. Ten proces trwa i – kto jak kto – ale my, fotografiści, powinniśmy nie tylko go dostrzegać, ale coś z tym fantem robić.


Świat się otworzył (niektórzy mówią, że skurczył…) i możemy bez problemu podróżować, gdzie dusza zapragnie. Świetnie! Fascynują nas dalekie kraje i egzotyka. Także dobrze. Zachwycamy się daleką architekturą i dziełami sztuki, które często gęsto są ozdobą folderów biur podróży. I nie ma w tym niczego dziwnego, ani niestosownego, że jeśli tylko znajdą się one w zasięgu naszych obiektywów – z radością robimy im zdjęcia. I ku pamięci, i żeby zmierzyć się ze słynnym nierzadko obiektem.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Ambitnie staramy się uchwycić go tak, jak dotąd nikt tego nie zrobił ani kiedyś, dawno temu za pomocą pędzla, ani błony fotograficznej, ani filmu, ani światłoczułej matrycy. W ten sposób stajemy się jednymi z setek tysięcy,  a może nawet milionów turystów, którzy sfotografowali zamki nad Loarą, piramidy, Tower Bridge, czy Forum Romanum. I nie zastanawiamy się nad tym, że im podobne obiekty będą trwały przez następne wieki, bo będą hołubione przez międzynarodową społeczność niczym dziesięcioro przykazań. A tym czasem na naszych oczach bezpowrotnie odchodzą w niepamięć małe cuda i cudeńka z rodzimego podwórka. I nikt nie uroni nad nimi ani łzy, nie poświęci im kilku zdań, ani pikseli na karcie pamięci. Ba! Często nikt tego nawet nie zauważy, a może nawet pochwali.

Przydrożne krzyże i kapliczki były niegdyś ozdobą i nieodłącznym elementem naszego krajobrazu, tak oczywistym, że nikt im się specjalnie nie przyglądał. No, może do chwili, gdy pojawiały się na klimatycznych fotografiach. A to przecież także „małe” zabytki, podobnie jak stare wiejskie cmentarze lub ukryte wśród wysokich drzew naprawdę stare, romańskie jeszcze kościółki, które cudem uszły cało z wojennych nawałnic od dawien dawna przetaczających się przez nasz kraj i którym nijak nie pomógł państwowy mecenat okresu oświeconego socjalizmu. Tym bardziej mile zaskoczony byłem, wędrując ostatnio po ziemi świętokrzyskiej. Tam – z zupełnie niepojętych powodów – mnóstwo jest jeszcze wspaniałych krzyży, kapliczek i figur świętych, które liczą sobie dobrze ponad 150 lat! Jakimś cudem nikt nie burzy tu starych postumentów, nie zastępuje kamiennych figur plastikowymi manekinami i nie umieszcza ich w pleksiglasowych pudełkach zamykanych na kłódkę.
I chwała Bogu! I mieszkańcom regionu – też.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

 

Na co dzień wszyscy deklarujemy miłość do zabytków i głośno zachwycamy się akcjami renowacji, restauracji i odnowy różnych obiektów. Zwłaszcza, gdy chodzi o te z „listy bestsellerów” UNESCO, znane z Discovery Channel i pięknie wydanych przewodników po dalekich krajach. Z rodzimego Wąchocka, gdzie w ciszy i spokoju trwa od wieków przepiękny (i dostępny!) klasztor cystersów potrafimy się tylko śmiać. A ja bym chciał, żebyśmy naprawdę kochali nasze zabytki i poświęcali im fotograficzną uwagę zanim ich miejsce zajmą reklamowe banery, discopolowe ozdoby i handlowe pawilony z plastiku i falistej blachy. Bo niedługo nie będziemy mieli co fotografować.

WOJCIECH WALCZUK

Dziennikarz, fotograf, obserwator. Z aparatem od 1966 roku.

Artykuł pochodzi z miesięcznika FotoGeA.com o fotografowaniu i podróżach
bezpłatnie do pobrania:

Okładka numer 09 FotoGeA.com

https://www.fotogea.com/?page_id=692

To także może ci się spodobać