Okiem fotoedytora

Felieton: Jedni wolą ogórki, inni…

Kodujemy, odkodowujemy, kodujemy… i tak bez końca. Jeśli spojrzymy wstecz na systemy kodowania, to gdzieś na skałach pojawi się pismo obrazkowe. Dzisiaj, po około 25 tysiącach lat, obrazkowy system komunikacji powraca ze zwielokrotnioną siłą. Gazety, książki, bilbordy, świecące ekrany, telewizory, monitory, banery, ulotki, tablice informacyjne, znaki drogowe i wiele innych elementów przekazu atakują nas mniej lub bardziej zaszyfrowanym graficznie przekazem. Wśród nich fotografie.

Popularność posługiwania się wizualną formą komunikacji osiągnęła rozmiary niewyobrażalne. Może jedynie futuryści potrafili w swoich wizjach opisać przestrzenie zapełnione obrazami grającymi rozmaite role. Póki co jednak, od wieku dziecięcego edukujemy się w nauce czytania i pisania przy prawie całkowitym braku zdobywania wiedzy na temat mowy obrazowej. Tym bardziej trudno jest określić, czy fotografia, którą oglądamy jest dobra czy też nie.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

I jak się odnieść do tej, dosyć niewymiernej wartości, bez odpowiedzi na pytanie, czym w ogóle jest fotografia? Jednoznacznie chyba nikt tego nie jest w stanie określić. Oczywiście nie mówię o przedmiocie w postaci odbitki, tylko o tych niewymiernych, trudno uchwytnych cechach odróżniających ją od namalowanego obrazu, rysunku. Napotykałem różne próby zdefiniowania, przeważnie poprzez analogie, przenośnie, porównania. I chyba tylko takie, mgliście nieprecyzyjne, ale poetyckie określenia płaszczyzn i obszarów twórczości fotograficznej mogą nas zbliżyć do jej zrozumienia.

Najbardziej utkwiło mi w pamięci stwierdzenie, że fotografia jest stawianiem pytań. Nie odpowiada, tylko zadaje pytania. Właściwie to my patrzymy i je zadajemy samemu sobie, a fotografia powinna nas do tego zmuszać, dobra fotografia. Im ich więcej, tym bogatsza może być nasza interpretacja sceny określonej przez fotografa w dwóch wymiarach, pomiędzy krawędziami ograniczającymi przestrzeń do jej wycinka, śladu pozostawionego przez autora.

Niektórzy z Was pamiętają, a może mają na półce książkę „Błędy fotograficzne” R.Kreysera? Skoro istnieje lista błędów, to zapewne zdjęcia je zawierające będą złe, a te bez błędów dobre. Autor książki usystematyzował listę potencjalnych błędów jakie może popełnić fotograf, na każdym etapie tworzenia obrazu fotograficznego. Dzisiaj pewnie trzeba by ów spis rozszerzyć ze względu na szybki postęp techniki fotografowania i gwałtownego wkroczenia w okres cyfryzacji.
Czy zatem, w oparciu o listę błędów, możemy podjąć się próby wartościowania zdjęć? Te z błędami odrzucać, a bezbłędne i jeszcze na dodatek zgodne z kanonami kompozycji uznawać za dobre bądź świetne? Na pewno nie. Opanowanie błędów na pewno jest konieczne na etapie „nauki rzemiosła”. Jednak to, co na jednym zdjęciu będzie szkolnym błędem, na innym często bywa środkiem wyrazu podkreślającym wymowę zdjęcia. W największym stopniu dotyczy to właśnie starej listy błędów, związanej z fotografią tradycyjną.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

To może zdjęcia idealnie wykonane pod względem technicznym i kompozycyjnym będą tymi naj…? Żadna to reguła. Dążenie do doskonałości technicznej nie powinno być potępiane. Dosyć często jednak kojarzy się z reklamowym „aby pranie było jeszcze bielsze”. Bo dochodzimy wtedy do granicy, której nie da się przekroczyć. Takiej tablicy: „za tym murem już nic nie ma”. Linijki, przymiary, o których już kiedyś wspominałem, są dobre w naukach ścisłych. W twórczości nie bardzo się sprawdzają.

Może dobre są zdjęcia ładne, a brzydkie złe? Hmm… warto, stosując analogię, zajrzeć do „Historii piękna” i „Historii brzydoty” Umberto Eco. I zapewniam Was, że linia podziału na dobre – złe nie będzie przebiegała pomiędzy tym, co bogato ilustrowane opracowania U. Eco przedstawiają w zbiorach przeciwstawnie zatytułowanych.
Może zatem kierować się wyłącznie gustem? Jednio wolą ogórki, inni… niczego to nie rozwiązuje. Mnie przynajmniej podczas oceny fotografii chodzi (czasami łącznie, czasami alternatywnie) o przekaz, wielorakość możliwych interpretacji, mnogość stawianych przez nią pytań. I te czynniki stanowią jakby istotę wartości zdjęcia. A jeśli są słabe lub ich nie ma, to nie pozostaje nic innego, jak rozważania nad warstwą formalną (technika, zasady etc).

Janusz Czajkowski

Urodziłem się i jeszcze żyję. To jedyne pewne dane. .. tak pisał o sobie w comiesięcznych felietonach do FotoGeA.com. To ostatni felieton Janusza w naszym miesięczniku. Janusz Czajkowski zmarł nagle rano 25 sierpnia. Jeszcze w poniedziałek rozmawialiśmy o nowym felietonie… Miał niezwykle rozległą wiedzę o fotografii i chętnie się nią dzielił z innymi. Nie bał się eksperymentów, nowinek ale nie znosił też fotograficznych  hochsztaplerów. Był ciepłym i otwartym na innych człowiekiem. Rodzinie i bliskim przekazujemy wyrazy współczucia. Spoczywaj w pokoju Przyjacielu!

 

Artykuł pochodzi z bezpłatnego miesięcznika FotoGeA.com (a w nim wiele innych zdjęć!).
Do zaprenumerowania:   https://www.fotogea.com/?page_id=692

To także może ci się spodobać

  • Grażyna
    30 sierpnia 2011 o 12:28

    Nie mogę w to uwierzyć… Byłam fanką Pana Janusza. Pisałam o tym do Marka, gratulując wyróżnienia FOTOGEA.COM . Felietony Pana Janusza fajnie uzupełniały treścią ten magazyn, tak bogaty w fotografie. Wiadomo było, że w kolejnym numerze czasopisma będzie mnóstwo zdjęć i relacji z podróży, ale nigdy nie było wiadomo, o czym napisze Pan Janusz. Czekałam na Jego felietony. Wielka strata dla nas wszystkich 🙁