Witamy Was, witamy Was!

Zapewne każdy z nas spotkał się z pojęciem TWA. Towarzystwo Wzajemnej Adoracji. Określenie używane najczęściej w znaczeniu negatywnym. Ludzie odszukują się nawzajem, nawiązują kontakty, później je utrzymują w oparciu o wspólne cechy, upodobania. Oczywiście, niedobrze się dzieje, jeśli podczas wymiany odczuć, poglądów zagości nieszczerość.

Na tematy fotograficzne dyskutujemy głównie w internecie. Ale nic nie zastąpi bezpośrednich kontaktów – o wiele bogatszej formy dzielenia się wzajemnym doświadczeniem, wizjami, eksperymentami, również wspomnieniami. Jeśli przy okazji wzbogaciliśmy nasze archiwa o kolejne zbiory fotografii, to… zapewne byliśmy na wspólnym plenerze.

Wspaniałe fotografie z pleneru to jest coś! Tak myślicie? Błąd! Te najlepsze najczęściej zdarzają się nam „indywidualnie”. Super zdjęcia nie są miernikiem wartości spotkań plenerowych. Plener to raczej katalizator. Czy wiecie kto jest autorem powiedzenia „naładować akumulatory”? Ja nie kojarzę, ale uważam, że świetnie pasuje do zbiorowego ekscytowania się fotografią w terenie, do fotograficznych spotkań.

Warto wiedzieć na czym kuchnia plenerowa polega. Zacznijmy więc od miejsca. Wybór lokalizacji spotkania nie jest bez znaczenia. I dobrze, aby miejscem noclegu nie był żaden ekskluzywny hotel. Jeśli wzajemnemu obcowaniu będą towarzyszyły fotogeniczne tereny, to świetnie. Jeżeli naszymi przewodnikami będą lokalni fascynacji – jeszcze lepiej. Nikt nam więcej nie opowie, nie wskaże miejsc i nie wytłumaczy niewidzialnego. Dzięki takim ludziom możemy też dotknąć przeszłości, uświadomić sobie, że każda kapliczka ma swoją historię, a drzewa nie wyrosły same. Ujrzeć losy zapisane cmentarnymi mogiłami. pójść po torach nie bojąc się rozpędzonego pociągu w mroku. I tak wędrujemy upamiętniając od czasu do czasu nasze wrażenia, nie tylko wizualne. Wieczorne spotkania pełne treści połączonej z zabawą i pokazami fotograficznych zdobyczy są nieodłącznym elementem imprezy plenerowej. Nie wymieniłem najważniejszego czynnika udanego spotkania plenerowego – uczestników. Zgrane grono fotografujących, pełnych humoru, a również i tolerancji, to absolutna podstawa. I jeśli wszystkie wymienione przeze mnie elementy puzzli złożymy w całość, sukces gwarantowany. Naładowaliśmy akumulatory i z tym ładunkiem możemy teraz tworzyć własne fotograficzne opowieści.

To nie są żadne cuda. Niedawno z takiego pleneru wróciłem, a naszym gospodarzem, przewodnikiem, śpiewakiem był Wojciech „Kiju” Gosztyła z Woli Michowej w Bieszczadach.

Udanych plenerów życzę wszystkim.
Janusz Czajkowski

Felieton pochodzi z magazynu FotoGeA.com

Bezpłatny Magazyn FotoGeA.com

Author: Redakcja

Share This Post On