Fotograf w podróży

SINGAPUR – Azja w pigułce

O Singapurze mawia się, że to Azja w pigułce. Teraz, po powrocie z tego wielokulturowego i wielosmakowego miasta-państwa wydaje nam się ono nawet całym światem w pigułce. W China Town jest ulica, na której niemal obok siebie stoi świątynia buddyjska, świątynia hinduistyczna i meczet.

Obok chińskiej restauracyjki, z której płyną zapachy smażonej ryby, krewetek i porridge’u, znalazł się ostatni przed równikiem (jak głosi napis) wózek z wurstami i preclami prowadzony przez Niemca. Wszędzie coś się kupuje i sprzedaje i wszędzie się jada. W tym świecie będącym mieszaniną kultur, w którym nowoczesność XXI wieku miesza się z tradycją, nie można kupić tylko jednej rzeczy: gumy do żucia. Władze zakazały jej importu i dystrybucji, ponieważ masowo zaklejano nią czujniki przy bramkach lokalnego metra (MRT), co spowodowało kiedyś prawdziwy paraliż komunikacyjny. Gumę można więc dostać tutaj tylko w aptekach, na receptę, a i to od niedawna. Na szczęście ani Agnieszka, ani ja żuć nie musimy.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Nasz pierwszy kontakt z Singapurem to właśnie przejażdżka MRT. Metro uruchomiono tu w 1987 roku, jako drugie w Azji (po kolejce LRT w Manili). Dziś w Singapurze jest 141 stacji, a łączna długość tras wynosi niemal 200 kilometrów. I mieszkańcy, i turyści doceniają wygodę tego klimatyzowanego środka transportu: codziennie korzysta z niego 2,5 miliona osób! Na stacjach przesiadkowych – zwanych tu Interchange – porządkowi w mundurkach dbają o to, by pasażerowie chcący wejść do wagoników ustawiali się w odpowiednim porządku. Pilnują też, by ustępowali miejsca wysiadającym. Dodatkowo o zasadach poruszania się pasażerów informują równiutko naklejone na… peronie zielone i czerwone strzałki. Wagoniki – szerokie i przestronne – ustawiają się z zegarmistrzowską precyzją przy szklanych drzwiach oddzielających tory od peronu. Podczas jazdy metrem nikt nie traci tu czasu: kobiety czatują przez smartfony z dziećmi, mężczyźni czytają newsy ze świata na tabletach, a młodzi grają w sudoku lub diamonds – oczywiście także na telefonach i innych elektronicznych gadżetach.
Jako prawdziwe turystki najpierw chcemy poznać zabytki miasta. Tradycyjne oblicze Singapuru to przede wszystkim liczne obiekty sakralne. Bogactwem kształtów i kolorów zachwyciła nas Sri Mariamman – najstarsza hinduistyczna świątynia w mieście, która znajduje się w China Town. Została ona ufundowana w 1827 roku i poświęcona Mariamman, bogini-matce chroniącej ludzi przed nieszczęściami i chorobami. Zbudowano ją w charakterystycznym dla południowych Indii stylu drawidyjskim, który wyróżniają między innymi dachy z wieloma piętrami na planie kwadratu nazywane wimana. Zdobienia świątyni są naprawdę niezwykłe – mnóstwo tu kolorów i kształtów, które śmiało można by było nazwać kiczowatymi, gdyby nie to, że na tle błekitnego nieba i jednolitych wieżowców wydają się po prostu piękne. Na murze okalającym teren świątyni dostojnie „leżą” święte krowy. Niestety – jedną z rzeźb upodobały sobie gołębie, więc nie spełnia niezwykle wysokich singapurskich standardów czystości. Na dachach liczni bogowie, którzy przybrali najdziwniejsze pozy, patrzą na przechodniów groźnym i przenikliwym wzrokiem.

Kwintesencja nowoczesności – deptak, a właściwie most dla pieszych łączący Marina South i kompleks hoteli oraz kasyn Marina Bay Sands z Marina Cetre, gdzie znajduje się Singapore Flyer.

Kwintesencja nowoczesności – deptak, a właściwie most dla pieszych łączący Marina South i kompleks hoteli oraz kasyn Marina Bay Sands z Marina Cetre, gdzie znajduje się Singapore Flyer.

Kobiety z siatkami pełnymi zakupów wpadają do świątyni na krótką modlitwę, ktoś stawia ofiarę z jedzenia przed jednym z posągów, w przyjemnym cieniu całe rodziny siedzą na posadzce i wspólnie coś jedzą. A kapłani grają na trąbkach i bębnach…

Nieopodal, również w China Town, znajduje się druga perła architektury sakralnej: Buddha Tooth Relic Temple – jedna z głównych buddyjskich świątyń w mieście. To tu znajduje się słynna relikwia: ząb Buddy. Ten obiekt zbudowany w stylu dynastii Tang jest dużo młodszy niż Sri Mariamman: otwarto go w roku 2005. Ma to swoje plusy: w świątyni zadbano o nowoczesną infrastrukturę ułatwiającą jej zwiedzanie. W podziemiach znajduje się parking, a na każdym piętrze jest toaleta i palarnia. Warto wspiąć się na kolejne piętra – są na nich liczne, kolorowe sale modlitewne, a na jednej z kondygnacji – ogród. Z dachu rozciąga się zaś piękny widok na miasto.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

W czasie zwiedzania trafiamy na niezwykły spektakl: 12 mnichów śpiewa pieśni medytacyjne i gra na bębnach, wokół modlą się wierni. Pachną kadzidełka zapalane przez wiernych w bardzo ważnych intencjach i wkładane do specjalnej wazy przed świątynią. Wewnątrz kolejka do posągu Buddy – zgodnie z tradycyjnym obrządkiem buddyści specjalną chochlą obmywają figurkę wodą. Zwyczaj ten wywodzi się ponoć z modłów o opady, które mają zapewnić dobre plony. Wzrok przykuwa znajdujące się w przedsionku świątyni stoisko z dewocjonaliami. Wisiorki z jadeitowym Buddą, bransolety modlitewne, figurki, a za wszystko można zapłacić kartą, bo na stoisku jest terminal.
Świątynie i tradycja to jedno oblicze Singapuru. W jego tle – i dosłownie, i w przenośni – widoczna jest na każdym kroku także jego druga, ultranowoczesna twarz. Jednym z symboli XXI wieku jest od 2008 roku Singapore Flyer – największe koło widokowe na świecie. Ma 165 m wysokości i jest o 30 metrów wyższe od słynnego London Eye. Można z niego oglądać panoramę Singapuru i pobliską Marina Bay. Okrążenie koła trwa około pół godziny i dopiero z góry doskonale widać, jak miasto żyje i jak się rozwija. Wzrok przykuwają powstające kosmiczne ogrody Gardens by the Bay. 29 czerwca ma tam zostać otwarta wspaniała katedra kwiatów – The Flower Dome, w której zobaczyć będzie można między innymi liczne odmiany orchidei, kwiatowego symbolu Singapuru.

Wspólna modlitwa – mnisi w świątyni buddyjskiej modlą się podczas święta Dzień Vesak.

Wspólna modlitwa – mnisi w świątyni buddyjskiej modlą się podczas święta Dzień Vesak.

Nieopodal Singapore Flyer trafiamy na jedną z atrakcji tego miasta – Hawker Centre. Są to powstałe w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, w czasach najintensywniejszego rozwoju metropolii, duże kompleksy wypoczynkowo-gastronomiczne ze stolikami, otoczone budkami lub wózkami z jedzeniem. Hala pęka w szwach i nic dziwnego: porządny obiad można tu zjeść za ledwie 3 dolary (1 dolar singapurski = 0,5 funta angielskiego). Z takich jadłodajni korzystają i turyści, i tubylcy, szczególnie zaś pracownicy biur, a całe rodziny zajadają się tanim gotowanym kurczakiem z ryżem. Znalezienie wolnego miejsca przy jednym z numerowanych stolików zajmuje nam ponad 10 minut, a w czasie jedzenia widzimy kątem oka, że czeka już nad nami z tacką kolejny konsument. Porządkowi z wózeczkami sprzątają naczynia: zrzucają resztki do specjalnego pojemnika, plastikowe miski przemywają szmatą w wiadrze z wodą i… roznoszą do ponownego użycia.
W Singapurze można spróbować wszystkich smaków Azji, ale nie brakuje tu też restauracji włoskich, hiszpańskich czy niemieckich. Prócz Hawker Centres są tam tysiące lokali gastronomicznych we wszystkich klasach cenowych. W knajpkach malajskich można zamówić specjał o nazwie laksa (ostra zupa na bazie mleczka kokosowego z rybą, jajkiem, tofu i krewetkami). W sushi-barach menu składa się z ponad 1000 wariantów rybnych przysmaków! Wśród przystawek można wypatrzyć słynne century egg, czyli stuletnie jajko. Przygotowuje się je w blaszanym naczyniu wypełnionym roztworem z gliny, niegaszonego wapna, soli, herbaty, łusek ryżowych i wody. Pojemnik z jajami jest szczelnie zamykany i odstawiany na okres około stu dni. W tym czasie białko robi się brązowe lub czarne i nabiera galaretowatej konsystencji, żółtko natomiast staje się brązowo-zielone. I zapach, i smak potrawy czyni z niej prawdziwie ekstremalne przeżycie kulinarne.

Będąc w Singapurze, warto wybrać się do tutejszego ogrodu zoologicznego. To obszar 28 hektarów obejmujący dziewicze fragmenty lasu deszczowego, na którym mieszka ponad 2500 zwierząt. Zwierzaki nie żyją tu za kratami – mają przestronne wybiegi, czasem oddzielone od zwiedzających szybą. Przy wybiegach znajdują się szczegółowe informacje o mieszkańcach ogrodu, a w specjalnych kioskach można posłuchać (po naciśnięciu przycisku) np. jakim trąbieniem słonie manifestują swoje nastroje i potrzeby. Ogród zoologiczny to nie tylko zwierzaki, to także piękna przyroda. Oczka wodne, las, kwiaty – w tym zachwycające barwami orchidee. Szczególną atrakcją jest nocne safari – zwiedzanie ogrodu wtedy, gdy dżungla staje się najbardziej urzekająca i tajemnicza.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Cały Singapur tętni życiem nie tylko w dzień, lecz również po zmroku. Ciekawym przeżyciem jest wieczorny spacer po Geylangu, zwanym „czerwonym dystryktem”, biednej, malajskiej dzielnicy robotniczej o XIX-wiecznej zabudowie. Wita ona gości gwarem i… zapachem jedzenia nie pierwszej świeżości. To chyba najbrzydsza i najbardziej hałaśliwa okolica w mieście. Dziewczyny w krótkich spódnicach stoją na placyku okolonym stolikami, przy których siedzą podstarzali mężczyźni. Nieopodal, bezpośrednio z kocyków ułożonych na chodniku kupić można… viagrę. Jeden z domów publicznych wywiesił reklamę, że wszystkie pracujące w nim dziewczyny są piękne niczym miss, inny kusi niskimi cenami.

Tutejsze metro  to bardzo popularny środek lokomocji. Co ciekawe - można w wagonikach spokojnie rozmawiać przez telefon.

Tutejsze metro to bardzo popularny środek lokomocji. Co ciekawe – można w wagonikach spokojnie rozmawiać przez telefon.

Trudno jest długo wytrzymać w tej dziwnej mieszaninie świateł, dźwięków i zapachów. Zdecydowanie bardziej przyjazne od nocnego Geylangu są Clarke Quay i Boat Quay, pełne barów i klubów mariny. Na wodzie mnóstwo statków i stateczków, ludzie bawią się w restauracjach i na nabrzeżach, a młode pary fotografują się przy wielkim neonowym sercu. Pijemy klasycznego „kolonialnego” drinka, słodki Singapur Sling. W naszych uszach miesza się muzyka z różnych miejsc i gwar rozmów… I tak do samego rana.
Niezapomniany klimat po zmroku ma także China Town. Kolorowe lampiony rzucają ciepłe światło na stylowe kamienice, gorące powietrze przenika mieszanina zapachów z uroczych restauracyjek. Czujemy smażone krewetki, wołowinę w kociołkach, dim sum (lekkie przekąski) w różnych wariantach, z talerza pełnego ryżu „patrzy” na nas wielka egzotyczna ryba… Przed knajpkami uśmiechnięte dziewczyny, trzymając w rękach menu zapraszają przechodniów kuszącym „Please, come in, chinese food”.
Singapur to miasto, które zachwyca i w dzień, i w nocy. Oferuje piękne zabytki i tysiące wrażeń. Aż trudno uwierzyć, że na 710 km2 zmieściło się tyle atrakcji! Świątynie, muzea, zoo, ogród botaniczny, mariny, ogromne centra handlowe, Universal Studios, dzielnica kolonialna, dzielnica indyjska, chińska i arabska – od świtu do nocy można zwiedzać, a i tak z Singapuru wraca się z przekonaniem, że tyle jeszcze rzeczy zostało do zobaczenia… Wyjeżdżając, starannie pakujemy mapkę metra, reklamy muzeów i karty na komunikacje miejską – bo na pewno tu wrócimy!

 

Zdjęcia:
Agnieszka Kubiczek
Tekst:
Joanna Łukasiewicz

 

Artykuł pochodzi z miesięcznika FotoGeA.com o fotografowaniu i podróżach
bezpłatnie do pobrania:
http://www.fotogea.com/?page_id=692

To także może ci się spodobać