Fotograf w podróży

ROZMOWA: ZBYSZEK BORYS – aparat to najwierniejszy kompan moich podróży!

O swoich fascynacjach fotograficznych i podróżniczych opowiada Zbyszek BORYS – podróżnik, fotograf, dziennikarz, organizator wypraw egzotycznych. >>Etiopia, to najbardziej inspirujący kraj Czarnego Lądu. Wyjątkowy, nieodgadniony, piękny, zaskakujący. Padam na kolana przed tym jednym z najbiedniejszych krajów świata za każdym razem, kiedy tam jestem (a tych razy było już kilkadziesiąt). To jest mój ulubiony kierunek podróży

Witaj Zbyszku, niedawno wróciłeś z kolejnej wyprawy do Etiopii czy Twój ulubiony kierunek podróży?

Etiopia, to najbardziej inspirujący kraj Czarnego Lądu. Wyjątkowy, nieodgadniony, piękny, zaskakujący. Padam na kolana przed tym jednym z najbiedniejszych krajów świata za każdym razem, kiedy tam jestem (a tych razy było już kilkadziesiąt). To jest mój ulubiony kierunek podróży. Zdjęć stamtąd przywożę za każdym razem mniej i mniej. Co nie znaczy, że już nie mam tam nic do odkrycia, że wszystko już obfotografowałem. Zdaje mi się, że właśnie odnalazłem swoisty spokój ducha. Z Etiopii mam bardzo bogate zdjęciowe archiwum. Być może jedno z największych w Polsce. Nie muszę za każdym razem budować go od podstaw. Pozostały mi jedynie drobne dopełnienia, dostrzeganie zmian, koncentracja na szczegółach, nowe inspiracje. Zdjęcia z ostatniego wyjazdu, jak zawsze, są o wszystkim. Fotografia podróżnicza rządzi się swoimi prawami. Zdjęcia z podróży, oprócz tego, że, jak każde, muszą być dobre jakościowo, właściwie skomponowane i odpowiednio skadrowane, powinny oddawać klimat odwiedzanych miejsc. Przede wszystkim jednak muszą być różnorodne. Na całościowy obraz przekazu z krajów dalekich i bliskich składa się zarówno architektura, jak i krajobraz, tzw. scenki rodzajowe i portrety, detale i szerokie plany… Tak, aby móc potem – nieomal bez słów – oddać ducha danego kraju, regionu, miasta.

 

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

>> Jak i kiedy zaczęła się Twoja przygoda z fotografią?
W Bydgoszczy znajduje się Pałac Młodzieży. Był tam basen. Jeden z nielicznych w mieście. Żeby móc z niego korzystać, obowiązkowo trzeba było zapisać się na jakieś dodatkowe zajęcia. Trochę przypadkiem, zapisałem się na kurs fotografii. Miałem wtedy 12 lat. Pewnie jak każdemu chłopakowi w tym wieku, wydawało mi się, że wolę wodne atrakcje, niż robienie zdjęć. Myślałem tak do momentu, kiedy pierwszy raz przekroczyłem próg ciemni fotograficznej. Tam w ciemności, ciszy i skupieniu, systematycznie krok za krokiem, odnajdywałem swoje powołanie. Wówczas miało to dla mnie znamiona magii. Dziś to bardziej sposób na życie. Moim pierwszym aparatem był solidny – przynajmniej jeśli chodzi o obudowę – radziecki Mir. Kolejnym był ukraiński Fed 5B, Lustrzankę kupiłem dopiero na studiach, za pierwsze stypendium. Byłem na wykładach, kiedy dowiedziałem się, że „rzucili Zenithy”. Po ponad trzech godzinach stania w kolejce odebrałem swoją nagrodę – nowiutki Zenith 12 XP. Studia to też czas pierwszych dalszych wypraw. Podróżowałem samotnie, moim najwierniejszym kompanem był …aparat. Towarzyszył mi w każdej sytuacji i jedynie ograniczona ilość filmów wystawiała na próbę naszą zażyłość. Powoli stawałem się podróżującym fotografem.

ETIOPIA Okolice Turmi są domem dla plemienia Hamer. To jedna z najsympatyczniejszych grup etnicznych na południu kraju.

ETIOPIA Okolice Turmi są domem dla plemienia Hamer. To jedna z najsympatyczniejszych grup etnicznych na południu kraju.

>> Jesteś także osobą, która dużo pisze, opowiada – w czasie spotkań w różnych częściach Polski, czy fotografując myślisz już o tym, że te dobre kadry będą najważniejszą kanwą opowieści?
Tak, lubię to. Szczególnie pokazy slajdów. Panuje taka kinowa atmosfera, półmrok, zmieniające się obrazy, okraszone komentarzem i specjalnie dobraną muzyką. Tak jakbyśmy wszyscy wspólnie odbywali tę samą podróż. To ważne dla mnie, gdyż mogę podzielić się refleksjami z wyjazdu z szerszym gronem. Są one też ważne dla wszystkich tych, którzy planują podobny wyjazd. Dlatego staram się aby zdjęcia były zróżnicowane. Wiadomo, że nikt nie chciałby oglądać „kościelnej sagi” z Włoch, czy z Francji. Księżycowy krajobraz Islandii po półgodzinie też może się znudzić, a z Kenii, czy Tanzanii wielu liczy nie tylko na wspomnienia z safari. Zatem będąc w podróży staram się, przede wszystkim, bywać w miejscach różnorodnych. Prezentacja to jakby tymczasowy, ulotny album fotograficzny. Podziwiamy fotografie, a komentarz często traktujemy jako osobliwy podpis pod zdjęciami. Jest on ważny, ale niechybnie jest jedynie dopełnieniem obrazów. Inaczej sprawa wygląda z artykułami w prasie, czy w internecie. Tam przekaz słowny idzie w parze ze zdjęciami. No, właśnie idzie w parze… Niektóre periodyki jakby o tym zapominały, rezygnując z materiałów autorskich na rzecz przypadkowych agencyjnych zdjęć.Jasne, że w czasopiśmie turystycznym raczej nie pojawią się reporterskie ujęcia z zapalnych miejsc na świecie, ale pomiędzy plażą i palmą, a scenerią po wybuchu bomby w Bagdadzie, jest jeszcze spora przestrzeń do zagospodarowania. Przez wiele lat fotografowałem głównie dla siebie. Organizowałem, co prawda, spotkania dla znajomych i urządzałem kameralne pokazy slajdów dla wtajemniczonych. Nie były to jednak żadne komercyjne przedsięwzięcia. Przeglądałem jednak turystyczne czasopisma. W wielu przypadkach dochodziłem do wniosku, że mam w swoim archiwum o wiele lepsze foty od tych, które ukazywały się na łamach ogólnopolskich miesięczników. Długo nie miałem jednak odwagi, aby zaprezentować jakiejś redakcji swoje fotograficzne dokonania. Pewnego dnia postanowiłem wyruszyć do Egiptu. Nie miała być to wyprawa poznawcza. Pojechałem tam, żeby robić poważne – taką podjąłem decyzję – zdjęcia. Była to moja pierwsza podróż z premedytacją. Spędziłem tam miesiąc. Po powrocie do Polski zabrałem odpowiednio wyselekcjonowany materiał do jednej z redakcji. Były to moje pierwsze zdjęcia, które pojawiły się na łamach ogólnopolskiego magazynu.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

>> Czy można łatwo i szybko zostać słynnym podróżnikiem a przy okazji, pisarzem, dziennikarzem i fotografem?
Nie można. Nie jest to ani łatwe, ani szybkie. Poza tym z tym „słynnym”, to przesadziłeś. Wyśmienicie, jeśli ”stawanie się podróżnikiem” pojawia się jakby mimochodem. Wtedy, kiedy zaczynamy naszą przygodę z podróżą od własnego województwa, regionu, kraju. A potem dopiero zagranica ta bliska i ta dalsza, dalsza… i bardzo daleka. Ale stopniowo, tak by mieć czas na refleksję, czy odpowiada nam ten styl życia, czy czerpiemy z tego radość, czy jest tak, że nie możemy zbyt długo wytrzymać w domu, bo gna nas w nieznane. Jeśli tak, to warto się poddać tej pokusie. Nigdy tego nie pożałujemy. Podróżnicy, oprócz tego, że przemierzają tysiące kilometrów, poznają niezwykłych ludzi, piszą dzienniki, tworzą szkice, przede wszystkim robią zdjęcia. To zupełnie naturalne, chociaż czasami, kiedy palce drętwieją od naciskania spustu migawki, zazdroszczę tym, którzy nie fotografują. Niekiedy wydaje mi się, że są bardziej wolni, że widzą świat szerzej. Dla mnie podróżowanie i fotografia tworzą mieszankę, którą czasami nazywam sensem życia. Przemierzając obce lądy, oprócz czerpania przyjemności z „bycia na końcach świata”, warto wniknąć głębiej w życie mieszkańców, ich kulturę, zwyczaje, namiętności… Podpatrując ich, rozmawiając z nimi, nawiązując kontakt, powoli stajemy się nie tylko żądnymi przygód ”backpackersami” w dalekim świecie, ale coraz bardziej rejestratorami ludzkich dążeń i pragnień. Jeśli tylko uda nam się to barwnie i rzeczowo opisać, opowiedzieć, stajemy się podróżującymi dziennikarzami.

ETIOPIA W prowincji Tigraj znajduje się ponad 120 kościołów wykutych w skale. Często długo trzeba czekać na księdza, a tylko on ma klucz do świątyń.

ETIOPIA W prowincji Tigraj znajduje się ponad 120 kościołów wykutych w skale. Często długo trzeba czekać na księdza, a tylko on ma klucz do świątyń.

>> Czy Twoim zdaniem da się wyodrębnić fotografię podróżniczą jako oddzielny gatunek fotografii?
Bez wątpienia tak! I moim zdaniem to jeden z najbardziej wyrafinowanych gatunków fotografii. Dlatego też tak istotne jest, aby zanim wyruszymy w podróż poznać czym jest fotografia. Jasne, że należy kierować się sercem, że ważna jest wrażliwość, osobowość i talent. Równie ważne jednak są podstawy sztuki, jaką bez wątpienia jest fotografia. W podróży spotykamy się z różnymi tematami i pamiętając o tym, że materiał powinien być tak różnorodny na ile się da, nie trudno przewidzieć, że musimy być fotograficznie uniwersalni. Czasami porównuję podróżnika-fotografa do dziesięcioboisty. Nie w każdej konkurencji jest on najlepszy, ale powinien opanować podstawy wszystkich dziesięciu. Podobnie w podróży. Ktoś może kochać portret, ktoś inny za piękny krajobraz oddałby życie, dla trzeciego reporterskie ujęcie tematu jest kwintesencją podróży. I dobrze. Ale też niech ten ktoś wie co to jest makro, zdjęcia nocne, fotografia dzikich zwierząt, czy osobliwe architektoniczne ujęcia. Wystarczy pójść na kilka pokazów slajdów podróżniczych, a łatwo będzie nam stwierdzić który przekaz był rzetelny fotograficznie, a który nie. Najważniejsze jednak jest pamietanie o tym, że nie każde egzotyczne zdjęcie jest zdjęciem „fotograficznie” egzotycznym. Przede wszystkim musi być to dobre zdjęcie.

>> Często jesteś przewodnikiem grup odwiedzających inne kraje. Czy obserwując ich zachowanie w czasie fotografowania nie masz wrażenia, że działają pobieżnie wychwytując tylko pozorną egzotykę?
To prawda. Często uczestnicy wypraw do dalekich krajów wychodzą z założenia, że wszystko dokoła jest na tyle bezdyskusyjnie ciekawe, że czemukolwiek zrobi się zdjęcie, nie będzie ono powodem do wstydu. Rzadko prowadzę grupy koncentrujące się na fotografowaniu. Z reguły są to wyprawy krajoznawcze, podczas których uczestnicy starają się utrwalić na kartach pamięci – rzadziej na filmach – tak wiele jak tylko się da. Każda twarz wydaje im się zjawiskowa, każde miejsce osobliwe, każda sytuacja na tyle interesująca, aby jeszcze raz, i jeszcze raz nacisnąć spust migawki. Czasami napomykam jedynie, że na przykład nie ma człowieka na ziemi, który zrobiłby dobre zdjęcie krajobrazowe – jakkolwiek piękny byłby to pejzaż – w samo południe. Po czym proszę kierowcę, by zatrzymał się na krótki „foto-stop”, bo już nie mogę patrzeć jak cała grupa próbuje robić zdjęcia przez zabrudzone szyby autobusu. Sam wówczas nie fotografuję, tłumacząc się, że już mam ten kadr, ale podziwiam scenerię, marząc o tym, by znaleźć się w tym miejscu kiedy indziej – wczesnym rankiem, czy późnym popołudniem. Śmiem twierdzić, że dla tych wszystkich, dla których fotografia jest pasją, dobry przewodnik – fotograf, to skarb. Taki, który potrafi podpowiedzieć, doradzić, ale przede wszystkim zaprowadzić w odpowiednie miejsca o odpowiedniej porze. Warto na to zwrócić uwagę decydując się na daleką wyprawę.

Etiopia Rzeka Omo – jedna z największych etiopskich rzek. Tradycyjnym sposobem dostania się na drugi brzeg jest rejs dłubanką

Etiopia Rzeka Omo – jedna z największych etiopskich rzek. Tradycyjnym sposobem dostania się na drugi brzeg jest rejs dłubanką

>> Czy fotografowanie w Afryce i Azji jest bezpieczne? Na co byś zwrócił uwagę osobą podróżującym z aparatem przez te kontenty?i?
I tak, i nie. Czasami wydawać by się mogło, że jedynie fotografowanie ludzi może spowodować czasami dwuznaczne sytuacje, jakąś niechęć, czy wręcz agresję. Stąd pewnie dla wielu osób ujęcia portretowe, to najtrudniejsza fotograficznie część każdej wyprawy. Faktycznie reakcje ludzkie mogą być bardzo różne, od przyzwolenia, uśmiechu, chęci zapoznania się, po grymas niechęci, okrzyki „no photo” , a nawet czynną napaść. Regułą na to jest zawsze zapytanie o pozwolenie na zrobienie zdjęcia danej osoby. Z drugiej strony jednak, czasami nie chcemy zwracać na siebie uwagi, pragniemy mieć w kadrze naturalny uśmiech, a nie wymuszony, taki typowy – do zdjęcia. Jak się zachować? Trzeba umieć to wyważyć, zdać się na intuicję, starać się zaznajomić, nawet powierzchownie, zanim skierujemy obiektyw w stronę danej osoby. Często warto wziąć ze sobą lokalnego guide’a – on zna zwyczaje, przewiduje reakcje i przede wszystkim jest „swój”. Potrafi pomóc rozwiać wątpliwości, a czasem uratować z niezręcznej sytuacji. Ale jeśli zrobimy zdjęcie jakiemuś rządowemu budynkowi – może to być poczta, jakieś ministerstwo, strategiczny most…, a właściwie cokolwiek, do czego mógłby przyczepić się policjant – będziemy mieć problemy. Wiele krajów Azji i Afryki, to kraje policyjne. Funkcjonariuszy jest wielu i prawie wszyscy są skorumpowani. Jeśli zostaniemy zatrzymani, jedyne co nas może wybronić, to…łapówka. Warto się potargować, ale raczej nie straszyć ambasadą, no i nie dać się zaprowadzić na posterunek. Wiadomo, tam będzie więcej osób do podziału. W wielu miejscach na świecie płaci się za fotografowanie ludzi. Dotyczy to szczególnie małych plemiennych społeczności – tych, którzy mają swoje siedziby na tyle blisko turystycznych szlaków, że postanowili podzielić się własną intymnością z przybyszami z zewnątrz…, ale nie za darmo. Ma to swoje dobre i złe strony. Dobra to taka, że wszystko jest jasne, nie musimy szukać żadnych forteli, cena za zdjęcie jest ustalona, chodzimy po wiosce, przyglądamy się mieszkańcom, robimy zdjęcia. A zła strona, to taka, że w takich okolicznościach naprawdę trudno o fotografie z klimatem.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

>> Burzliwy rozwój fotografii cyfrowej jej pozorne uproszczenie dały wielu osobom przekonanie, że fotografowanie jest bardzo łatwe.
No i co, teraz powinniśmy powspominać stare, dobre czasy, kiedy w plecaku woziło się kilkadziesiąt rolek filmów i potem z utęsknieniem czekało, już po powrocie, na fotograficzne efekty podróży. Cóż, myślę, że trafnie zawarłeś w pytaniu określenie „ pozorne uproszczenie”. Zmieniła się bowiem jedynie forma zapisu. Treść pozostała niezmienna. Zatem przekonanie, że obecnie fotografowanie jest łatwe jest złudne. Jest bardziej powszechne i tańsze. Dzięki nowej technologii fotografia stała się sztuką dla każdego. Ale cały czas jest to sztuka. Żeby robić dobre zdjęcia potrzeba wrażliwości, talentu, intuicji, szczęścia, ale przede wszystkim znajomości podstaw fotografii. Jasne, że warto potem eksperymentować, wyznaczać własne ścieżki, łamać reguły… Ale, żeby je łamać najpierw trzeba je poznać. Jeszcze dwa lata temu jeździłem do Afryki z Nikonem F 100. Czy tęsknię za slajdami? Jasne, że tęsknię. Tak jak pisarze tęsknią za rytmem wystukiwanych czcionek na swojej wysłużonej maszynie do pisania, melomani za subtelnymi dźwiękami czarnej płyty, a podróżnicy za XIX wiekiem, kiedy można było jeszcze nanosić nowe miejsca na mapę świata. Obecnie mam Canona 5D i polubiłem ten aparat. Dla mnie jednak największa zmiana jaką przyniosła technika cyfrowa, to możliwość łatwiejszej archiwizacji zdjęć, późniejszego ich przeglądania i wyboru do prezentacji.

Etiopia W Hararze pełno jest małych sklepików z różnorodnym asortymentem. Ciekawe ile czasu zajęłoby właścicielowi wyszukanie odpowiedniej części.

Etiopia W Hararze pełno jest małych sklepików z różnorodnym asortymentem. Ciekawe ile czasu zajęłoby właścicielowi wyszukanie odpowiedniej części.

>> Jakie są Twoje ulubione tematy fotograficzne?
Lubię ludzi. Towarzysko… i na zdjęciach. Pamiętam, że zawsze ożywiałem się podczas prezentacji zdjęć, kiedy na dużym ekranie pojawiały się osoby. To one nadają fotografiom pewną ulotność, cechy przemijania i stanowią o niepowtarzalności zdjęcia. Nie mam na myśli tylko portretów. Chodzi mi o każde zdjęcie z podróży. Lubię gdy w pięknie skrojonym krajobrazie majaczy sylwetka rolnika orzącego pole, gdy w cudnej scenerii jeziora można dopatrzyć się rybaka zarzucającego sieci, gdy przed fasadą kościoła widać zagubionych w modłach niedzielnych przybyszów. Poza tym urzeka mnie reporterka. Być w tłumie, szybko reagować, wyczuwać miejsca, w których trzeba się znaleźć, być zapraszanym i wyrzucanym za drzwi. A potem z tych naprawdę wielu ujęć wybierać to jedno, może dwa. Nie lubię miejsc bliskich. To bardziej moja słabość, niż zaleta. Chyba nie mam ani jednego, godnego publikacji, zdjęcia z rodzimej Bydgoszczy. Wstydzę się tego, ale takie są fakty. Fascynuje mnie za to inny świat. To nie musi być Afryka, czy Azja, to może być Białoruś, Republika Transdnietrzańska, czy Albania. Uważam, że nie ma nieciekawych, nudnych krajów. Nawet Tunezja, czy Egipt potrafią zaskoczyć. Trzeba tylko odłączyć się od wycieczki. .

>> Jakie miejsce powinien odwiedzić Twoim zdaniem każdy początkujący fotograf?”.
Koniecznie te najbliższe. Sąsiednie podwórko, wrogą dzielnicę, osiedlowy bazar. Wypad za miasto, spacer po lesie, koncert muzyczny, manifestacja rolnicza… Bywać w różnych, czasami dziwnych miejscach, ocierać się o nieznane sytuacje i zaskakujące doznania. To pierwszy etap, żeby wyrobić w sobie ciekawość świata. Tego najbliższego. Jeśli czujemy niedosyt, głód następnych kroków, to jawny znak, że z nami coś jest nie tak. Ale pozytywnie nie tak. To jest jak otwieranie nieznanych drzwi w ogromnym pałacu. Niepewność co jest za nimi rodzi ciekawość. Nie wszędzie będzie nam się podobało, ale za każdym razem odczujemy przyjemny dreszcz spełnienia.

>> Jaką radę przekazałbyś początkującym fotografom podróżnikom?
Cóż, nigdy sam nie lubiłem słuchać rad podróżników z dorobkiem. Byłem młody i wydawało mi się, że wiem lepiej. Faktem jest, że świat należy poznawać na „bardzo” własną rękę. Myślę, ze nikt nie jest w stanie nas tego nauczyć. Jednak jest jedno słowo, które przychodzi mi na myśl, jeśli już o radę pytasz, to…pokora. Trzeba mieć ją w sobie!

ZBYSZEK BORYS
podróżnik, fotograf, dziennikarz, organizator wypraw egzotycznych. Przygodę z podróżą zaczął na Mazurach, a Europa dla niego zaczyna i kończy się na Bałkanach. Trzy lata spędził w Azji południowo-wschodniej, chociaż w zamyśle  miała ona być tylko krótkim przystankiem w podróży dookoła świata. Obecnie przez większość część roku poznaje różne regiony Afryki. Jeśli miałby wymienić ten najbardziej inspirujący, bez wahania rzekłby, że to Etiopia. Podczas przerw w podróży pisze artykuły, publikuje zdjęcia oraz  pokazuje slajdy w wielu miejscach w Polsce.
Wywiad pochodzi z miesięcznika o fotografowaniu i podróżach FotoGeA.com

To także może ci się spodobać