Fotograf w podróży

Podróże: CHORWACJA POD ŻAGLAMI

O Chorwacji pisano od najdawniejszych czasów, począwszy od Kasjodora opowiadającego o boskim życiu nadmorskich patrycjuszy aż do Georg’a Shawa, który właśnie tutaj odnalazł raj na ziemi. Naszym pomysłem na odkrywanie fragmentu Chorwacji był rejs jachtem z Dubrownika do Splitu. W pewne wrześniowe popołudnie, po dość trudnej podróży autokarem docieramy do Dubrownika. Zmęczeni, ale też gotowi na przygodę.

Dubrownik – zwany „perłą Adriatyku”.
Położony na południu Dalmacji Dubrownik, uważany jest za najpiękniejsze miasto Chorwacji. Zanim wypłyniemy mamy trochę czasu na szybkie zapoznanie się z tym założonym 1300 lat temu miastem. Zwiedzanie Dubrownika najlepiej podobno rozpocząć od wejścia na wzgórze Srd (412 m.n.p.m.) skąd można podziwiać jeden z najpiękniejszych widoków świata. My wybieramy spacer po kilkukilometrowych średniowiecznych murach obronnych (ich wysokość sięga 22 metrów a szerokość waha się od 1,5 do 6 metrów), z których także rozpościera się fantastyczny, widok! Z jednej strony na morze poprzecinane białymi żagielkami jachtów a z drugiej na czerwone, pokryte dachówką dachy Starego Miasta. W dole podobny do mrówek kolorowy tłumek, stąpając po idealnie wypolerowanych na przestrzeni wieków kamieniach, kluczy krętymi uliczkami podziwiając zabytkową architekturę starówki.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Odpływamy!
Nasz jacht, całe 12 metrów pokładu, prezentuje się okazale. Jednak przestrzeń ta podzielona na dziesięć osób szybko uczy wszystkich trudnej sztuki kompromisu. Nie ma tu miejsca na nieporozumienia, urazy czy dąsy, pomimo tego, iż weszliśmy na pokład, jako obcy ludzie, podczas rejsu stanowimy zespół. Przechodzimy krótkie przeszkolenie z podstaw zachowania się na jachcie, mamy nadzieję nauczyć się więcej. Obieramy kurs na północny-zachód. Wolniutko żeglujemy wzdłuż wybrzeża, wśród rozrzuconych malowniczo wysepek. Dni wyznaczają wachty, kartka z rozpisanymi dyżurami wisi w kambuzie, każdy ma szansę sprawdzić się przejmując odpowiedzialność za aprowizację, całodniowy dyżur w kuchni – przygotowanie trzech posiłków dla tylu osób okazuje się sporym wyzwaniem, dodatkowo klar pod i na pokładzie. Pomimo rozlicznych obowiązków związanych z obsługą naszej jednostki mamy sporo czasu na podziwianie widoków i wypatrywanie delfinów, które podobno czasami lubią ścigać się z jachtami. Morze jest spokojne, błękit nieba oszałamia, słońce delikatnie przygrzewa, czegóż chcieć więcej…otóż okazuje się, że niektórzy na przykład chcą się wykąpać w morzu, więc Kapitan zarządza krótki postój. Kotwiczymy nieopodal malutkiej wysepki, ale jak dla mnie woda jest nieco za zimna.

Przy takim słońcu trudno żyć pod pokładem

Przy takim słońcu trudno żyć pod pokładem

Korcula – śladami Marco Polo
Po dwóch dniach żeglowania, stawania na nocleg w zatoczkach wysepek, które nawet nie mają nazwy zawijamy do portu jednej z największych wysp Chorwacji Korculi. Wszyscy cieszą się na gorący prysznic bez racjonowania słodkiej wody, która na jachcie jest towarem deficytowym. Zawartość dwóch zbiorników, znika w sposób iście magiczny a nie zawsze jest możliwość ich uzupełnienia. Mamy popołudnie i wieczór na spacer wąskimi uliczkami uroczego miasteczka o takiej samej nazwie jak cała wyspa. Według miejscowych opowieści właśnie tu w miasteczku Korcula urodził się wielki podróżnik Marco Polo. Zatem na każdym kroku mnogość pamiątek związanych tematycznie z tą postacią. Poznawanie Chorwacji to również smakowanie potraw wyśmienitej kuchni. Korzystamy ze sposobności oraz lekko zmęczeni, wielogodzinnym spacerem, zasiadamy w końcu w jednej z klimatycznych knajpek serwującej świeże mule. W oczekiwaniu na jedzenie sączymy schłodzone wino rozkoszując się tą chwilą.

Widok na Dubrownik

Widok na Dubrownik

8 w skali Beauforta
W nocy przychodzi nagła zmiana pogody, zrywa się silny wiatr, który gra na wantach nie dając zasnąć. Prognozy na następny dzień są na tyle niepomyślne, iż Kapitan decyduje o dniu przestoju. Mamy, więc cały dzień dla siebie i jedziemy do położonego na zachodnim krańcu wyspy Vela Luka. Miasteczko to niegdyś port potem osada rybacka. Obecnie popularne letnisko. Po powrocie okazuje się, iż wypływamy o 2 w nocy gdyż musimy nadrobić opóźnienie spowodowane załamaniem pogody. Powinniśmy wcześniej się położyć, ale kto wie, kiedy następny raz będziemy w miasteczku Korcula, więc troszkę lekceważymy zalecenia Kapitana i ruszamy odkrywać kolejne bajkowe zaułki starego miasta. W nocy wiatr się uspakaja a my zgodnie z planem, przy blasku księżyca, żegnamy Korculę kierując się w kierunku Hvar wyspy wczesną wiosną pachnącej lawendą.

Miasteczko Hvar

Miasteczko Hvar

Hvar – miasteczko, którego nie sposób zapomnieć
Wyspa Hvar jest chorwacką Maderą ze względu na łagodny klimat i największą w całej Chorwacji ilość dni słonecznych. Zaś zabytkowe schludne miasteczko Hvar, ze względu na gotyckie pałace i marmurowe alejki, wielu kojarzy się z Wenecją. Jako że nie jest to nasza przystań docelowa nie wpływamy do portu, z jachtu do miasteczka dostajemy się pontonem. Znowu jest piękna pogoda, wszyscy mają ochotę na lody, które w Chorwacji smakują naprawdę rewelacyjnie a i porcje są doprawdy słuszne. Posileni idziemy na mały rekonesans. Zwiedzamy zamykającą rynek kameralną katedrę św.Stefana następnie wąskimi uliczkami podążamy ku zbudowanej przez Hiszpanów Fortecy (Španjola), która już od XVI wieku wznosi się ponad starym miastem. Architektura i historia budowli zachwyca a rozpościerający się widok, na miasto i okoliczne wysepki, zapiera dech w piersiach. Liczne uprawy lawendy, lasy piniowe i bujna śródziemnomorska roślinność sprawiają, że powietrze na wyspie oszałamia swą świeżością oraz zapachem. Z żalem opuszczamy miasteczko Hvar. Przed nami położony w północnej części wyspy Stari Grad.

Zmiana warty w Dubrowniku

Zmiana warty w Dubrowniku

Stari Grad – historyczne serce wyspy Hvar
Mamy zamiar zostać tu na noc, więc po wpłynięciu do portu najpierw obowiązki, czyli napełnienie zbiorników słodką wodą oraz naładowanie akumulatorów. Dopiero potem możemy ruszyć na odkrywanie wspaniałości tego najstarszego na wyspie miasteczka. Założone w 384 p.n.e. przez Greków antyczne Faros, dzisiejszy Stari Grad po sezonie emanuje spokojem, uliczki są wyludnione a w knajpkach właściwie nie ma gości. Klucząc bez planu uliczkami znajdujemy mały ryneczek gdzie można nabyć owoce, wino i wódki swojej roboty. Ja odkrywam dla siebie świeże figi, które w niczym nie przypominają fig dostępnych w polskich sklepach, są może mniejsze, ale doskonale słodkie, dojrzałe tak, że podczas jedzenia, sok skapuje mi po palcach nie mogę się im oprzeć i kupuje całą torebkę. W tym czasie w porcie zaczyna się coś dziać, schodzą się ludzie a za chwilę wychodzi i daje koncert całkiem spora orkiestra. Jest to miłe urozmaicenie wieczoru, więc także stajemy na chwilę żeby posłuchać muzyki. W świetnych nastrojach już na jachcie, degustując lokalne wino, siedzimy i gadamy do późnej nocy.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Poprosimy do pełna !
Nasza eskapada zmierza ku końcowi z Hvaru płyniemy w kierunku Splitu, po drodze czeka nas jeszcze tankowanie paliwa. Stację benzynową usytuowano tuż przy nabrzeżu, przed nami jest już kilka jachtów i katamaranów, ustawiamy się, więc w kolejce. Cała załoga w gotowości z odbijaczami czuwa żeby w razie potrzeby chronić burty naszego jachtu przy potencjalnym otarciem, o które łatwo w tej sytuacji, z innym kolejkowiczem. W końcu przychodzi nasza kolej, ku naszej uldze wszystko przebiega sprawnie aczkolwiek nie jest to wcale łatwy manewr. Następuje mała zmiana planów, rejs kończymy zamiast w Splicie w Korculi, gdzie ostatecznie mamy zdać jacht. Jest to, zatem, niepowtarzalna okazja żeby na zakończenie odwiedzić jeszcze położone niedaleko miasteczko Trogir.

Trogir – tam gdzie zatrzymał się czas
Miasto Trogir położone jest na niewielkiej wyspie oddzielonej od lądu kilkumetrowej szerokości kanałem portowym. Połączenie ze stałym lądem zapewnia mały most. Główną atrakcją miasta jest przepiękna, średniowieczna starówka, a cała wyspa znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Zachwyceni spacerujemy wąskimi uliczkami wśród kamiennej zabudowy starego miasta. Urokliwe podwórka, rzeźbione zdobienia balkonów oraz drewniane okiennice tworzą niepowtarzalny klimat, w którym można się zatracić na długo. Najważniejszym zabytkiem jest katedra Św. Wawrzyńca, której budowa rozpoczęła się w 1193 roku. Jaskółki urządzają tutaj opętańcze wyścigi jakby nie bały się zderzenia ze ścianami wież i kadedry. Obok katedry stoi XIV dzwonnica, z jej szczytu podziwiamy piękny widok na miasto i okolicę. W końcu trafiamy, już poza murami starówki, na szeroką wysadzaną palmami promenadę przy porcie. W ciepłym świetle zachodu siadamy, w pełnym składzie naszej załogi, w przytulnej knajpce na pożegnalną kolację.

Tekst i zdjęcia: Monika i Robert Wiśniewscy

 

Artykuł pochodzi z miesięcznika FotoGeA.com

To także może ci się spodobać

  • ikariam
    4 sierpnia 2011 o 17:33

    bardzo ciekawy opis. właśnie odrzuciłam okazję rejsu po chorwackim wybrzeżu, ale chyba pozałuję decyzji. moze następny urlop? pozdrawiam!