Fotograf w podróży

NORWEGIA, Kierunek Nordkapp!

Wąska asfaltowa droga poprowadzona kilkudziesięcioma serpentynami kończy się na wierzchowinie płaskowyżu. Szybko w kilkanaście minut. – startując przecież z poziomu morza wjechaliśmy na wysokość około 1100 m n.p.m. Teraz asfalt zastąpił szutr. Twardy i dobrze utrzymany. Kluczymy polną drogą pomiędzy jeziorami i strumieniami.
Ponad niemal równą powierzchnię płaskowyżu wyrastają samotne wzniesienia i wielkie granitowe głazy. Wszystko poprzetykane mnóstwem jezior i strumieni. Na aucie błyskawicznie zbiera się szara warstwa pyłu, który podniósł się z drogi. Jest 22.30 a nadal jest widno. Niczym w Polsce około 17.00. Rozsądek podpowiada, że czas przerwać dzisiejszą podróż. Wybieramy na miejsce biwaku polanę nad jednym z jezior.

Krople deszczu

Norwegia w deszczu jest ciemnobrązowa albo czarna. Czasami pojawia się mocna zieleń lasów lub niespodziewanie jasny błękit wody w górskich potokach. Deszcz towarzyszy nam od tygodnia i staje się męczący. Zaczęliśmy już tworzyć systematykę norweskiego deszczu: jest więc np. ciągły padający nieomal bez przerwy – dzień i noc, jest też chwilowy – pojawiający się nagle w kilkudziesięciu sekundowych odstępach – jakby ktoś zakręcał i odkręcał kran. Jest deszcz o kroplach wielkich jak orzechy laskowe i taki, który nie pada, a zamienia się w niemal stałą drobnokroplekową chmurzasto- mgielną zawiesinę tkwiącą nieruchomo pomiędzy kolejnymi przełęczami. Poziom wód w strumieniach i jeziorach znacznie się podniósł. Nocą w strumieniu płynącym opodal naszego biwaku przybyło wody o ponad 30 cm. Opady krzyżują nasze plany poznawania Norwegii, ale na ogół nie przeszkadza komarom i meszkom. Nieustannie są aktywne i poszukują „pysznych” ofiar, czyli naszych odkrytych fragmentów ciała. Czyż mam wspominać, że deszcz i mgła zasłaniają większość widoków? Niektóre zaplanowane trasy pokonujemy więc dwukrotnie w nadziei, że jednak uda się nam coś zobaczyć. Czasami taki manewr przynosi efekty… czasami nie.
Kiedy nastają przejaśnienia, a nawet kilkudziesięciominutowe przebłyski słońca wszystko wokół nas się zmienia. Pojawiają się kolory oraz przestrzenie. Robi się ciepło i pięknie.

Wierna replika łodzi skandynawskich wojowników stoi w Lofotr Muzeum Wikingów w Borg (chociaż powstała w Polsce). W sezonie kilka razy dziennie zabiera w rejs turystów odwiedzających to miejsce.

Wierna replika łodzi skandynawskich wojowników stoi w Lofotr Muzeum Wikingów w Borg (chociaż powstała w Polsce). W sezonie kilka razy dziennie zabiera w rejs turystów odwiedzających to miejsce.

Hytte

Według statystyk ponad połowa z 4,9 milionów obywateli Norwegii ma swój domek za miastem, czyli hytte. Taka drewniana chatka jest ich ulubionym miejscem spędzenia wolnego czasu. Większość hytte jest bardzo prostą i lekką konstrukcją wzniesioną na wąskiej kamiennej lub betonowej podmurówce. Obowiązkowo z trawnikiem na dachu. W klasycznej wersji to bardzo skromny budynek, składający się z co najwyżej dwóch izb, pozbawiony wody, kanalizacji, niekiedy nawet elektryczności. Do hytte jeździ się latem aby łowić ryby, zbierać maliny moroszki, czy spacerować po górach. Zimą Norwegowie wybierają domki za miastem by zjeżdżać na nartach albo aktywnie wypoczywać na biegówkach. Mieszkańcy Norwegii uwielbiają także polowania. Jednocześnie jest to chyba jedyny kraj w Europie, w którym każdy legalnie może posiadać powtarzalny karabin automatyczny, ale policja na ulicy nie jest wyposażona w broń palną. Oficjalnie w rękach Norwegów jest ok. 1,3 mln sztuk prywatnej broni.
Na dzień dzisiejszy coraz częściej powstają hytte będące odstępstwem od starych zasad. Mają po kilka pięter, wiele pokojów i wszystkie współczesne zdobycze cywilizacji. Sądzę, że domków jest znacznie więcej niż 2 miliony. W zasadzie, przyglądając się chatom stającym wzdłuż dróg, dolin, na wzniesieniach i zboczach, trudno jest uwierzyć, że jest to kraj o jednym z najmniejszych wskaźników mieszkańca na kilometr kwadratowy. Wszędzie stoją hytte. To prawda – rzadko się widzi przy nich ludzi, jednak brązowo-czerwone lub czarne domki, obowiązkowo z zielonym trawniczkiem na dachu są dominującym elementem norweskiego krajobrazu. Plotki mówią, że hytte są także miejscem pędzenia wysokoprocentowych trunków, które są w Norwegii bardzo drogie i trudno dostępne. Jednak nie dane nam było sprawdzić takiego przeznaczenia małych norweskich domków.

Podróż

Po Norwegii autem podróżuje się powoli, ale wygodnie i bezpiecznie. Tylko sporadycznie można obserwować scenki znane z polskich szos. A to ktoś bezczelnie wyprzedza, a to zajeżdża drogę, zatrąbi, a na koniec przez otwartą szybę uniesie dłoń z mocno wysuniętym w górę środkowym palcem (jak rozumiem jest to staronorweski gest pozdrowienia pochodzący jeszcze z czasów dumnych Wikingów). Na szczęście są to jedynie wyjątki. Norwegowie kochają wielkie amerykańskie samochody o gigantycznych silnikach. Jeżdżą potem tymi krążownikami po osiedlowych drogach nie przekraczając 30 km na godzinę. Drogi są równe, a oznaczenia jasne. Tylko na szutrówkach w górach i na bezludnych płaskowyżach nasza, wydawałoby się precyzyjna, mapa staje się bezużyteczna. Inna jest pisownia nazw miejscowości, inne są kierunki w których biegną drogi na mapie i w terenie. Zatem kluczymy, cofamy się… bo z reguły nie ma kogo zapytać o to, czy aby jedziemy we właściwym kierunku. Oczywiście mamy na szlaku także prywatne drogi płatne, które często prowadzą… nie wiadomo dokąd. Jednak trafiamy tam, gdzie zamierzaliśmy. Nocujemy w namiocie. Dobrych miejsc biwakowych nie brakuje. Część jest specjalnie przygotowana i oznakowana, ale tzw. allemansretten pozwala na rozbicie namiotu nieomal w dowolnym miejscu. Oczywiście w granicach rozsądku i przyzwoitości. Norwegia to bardzo drogi kraj. Potwierdzają to w rozmowach nawet Niemcy, czy Holendrzy przemierzający Norwegię w swych turistichepanzerwagen jak nazywamy ich kampery. Gotują sami posiłki i także szukają dobrych miejsc na ustawienie auta. Natomiast wakacyjny wypoczynek w przyczepie kampingowej postawionej pośród tysiąca innych na gigantycznym kempingu to chyba jedno z ulubionych zajęć Norwegów. To jakby przeczyło skłonnościom tego narodu do samotności. Chyba, że jest to swego rodzaju intymność dla mas?

Wizyta w markecie spożywczym REMA1000 – przeliczamy: chleb 16 zł, słoiczek śledzi 19 zł, kilogram bananów 10 zł, pomidorów 18 zł, truskawki z pola farmera 50 zł za kilogram. Na stacji paliw litr benzyny 95 to około 7 zł. I jedna krótka historia: napotkanym młodym Holendrom w połowie drogi na Nordkapp popsuło się auto. Ich ubezpieczyciel wysłał do nich pracownika, który na koszt firmy wynajął im nowy samochód aby mogli dokończyć swoją podróż, zabrał zepsutego Volkswagena do naprawy w Holandii oraz opłacił im wszelkie koszty oczekiwania na przybycie owego przedstawiciela. Ubezpieczenie jak w Polsce… prawie.

Miescowość A - tu zaczynają się... lub jak kto woli kończą Lofoty. Domki „Rorbuer” były niegdyś zamieszkane przez rybaków dziś gruntownie przebudowane są wynajmowane turystom.

Miescowość A – tu zaczynają się… lub jak kto woli kończą Lofoty. Domki „Rorbuer” były niegdyś zamieszkane przez rybaków dziś gruntownie przebudowane są wynajmowane turystom.

Fiordy i kościoły

Stara droga do Urnes prowadzi brzegiem Sognefjord – drugiego pod względem długości fiordu na świecie a jednocześnie najdłuższego i najgłębszego w Norwegii. Fiord zaczyna się około 72 km na północ od Bergen i ciągnie się 203 km w głąb lądu, aż do wsi Skjolden, w której przed chwilą skręciliśmy w kierunku Urnes. Mijamy kilka tuneli. Wszędzie jest wąsko, a w tunelach w dodatku jest ciemno. Po nieomal pionowo wznoszących się nad taflę wody skałach leją się potoki wody. Niektóre to całkiem potężne wodospady jak np. Feigumfossen. Mijamy domy i gospodarstwa zbudowane w nielicznych miejscach, w których skały odchodzą od brzegów fiordu. Urnes stavkyrkje jest jednym z najstarszych zachowanych tzw. kościołów słupowych w Norwegii. Powstał w XII w. W 1979 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Trzon konstrukcji świątyń tego typu stanowi szkieletowa rama złożona z 4 pionowych słupów narożnych spiętych następnie długimi deskami – tworzącymi ścianę kościoła. Według szacunków w średniowieczu powstało w Norwegii około tysiąca takich kościołów, głównie małych jednonawowych. Do dziś dotrwało jedynie 28. Poza granicami Norwegii jest jeden z kościołów tego typu – Kościół Wang w Karpaczu. Został przeniesiona z Norwegii w Karkonosze w XIX w.

Lofoty

Archipelag Lofotów wyrasta stromymi i wysokimi szczytami prosto z wód Atlantyku. Ich zwiedzanie zaczynamy od A. Przypłynęliśmy tu promem z Bodo. Korzystanie z promów jest kosztowne, ale skraca trasę naszej podróży – już i tak mamy parę tysięcy kilometrów w kołach naszego Jeepa. Miejscowość A jest końcem lub jak kto woli początkiem Lofotów.

Wszyscy lubią się tu chwalić, że w listopadzie 2007 roku magazyn National Geographic Traveler przyznał Lofotom w swym rankingu najbardziej atrakcyjnych wysp na świecie medalowe trzecie miejsce. A słynie z rorbuer. Budowane były tuż nad brzegiem morzą dla rybaków łowiących na wodach wokół Lofotów. Rorbuer, czyli dawne domki rybackie (lub nawet stawiane nowe na ich wzór) są obecnie bardzo popularnym miejscem wypoczynku zarówno wśród norweskich, jak i zagranicznych turystów. Większość domków oferuje zakwaterowanie bez obsługi, z salonem połączonym z kuchnią, łazienką z prysznicem i co najmniej jedną sypialnią. Trzeba przyznać, że wyglądają bardzo malowniczo. Niegdyś wokół nich suszyły się złowione ryby – najczęściej dorsze stając się słynnymi sztokfiszami. Sztokfisz zachowuje wszystkie składniki odżywcze świeżej ryby, ale w skoncentrowanej formie – i dlatego jest bogaty w białko, witaminy, żelazo i wapń. Większość najlepszej jakości sztokfisza eksportuje się do Portugalii, Włoch i Chorwacji.Zadziwiające, jak niewiele tu łodzi. Jak zauważył jeden z Norwegów spotkanych na Lofotach – popatrz wszyscy moi rodacy kupują nowe auta ale nikt nie ma nowej łodzi – odwracamy się od morza. Staje się ono dla nas obce.
Plaża Flakstad jest długa i …piaszczysta. Takich plaż na Lofotach jest kilka. Jest ciepło ale prawie nikt nie korzysta z kąpieli. Lazurowa woda jest bardzo zimna. Za to wzdłuż plaży wędruje mnóstwo spacerowiczów. Piękny i długi dzień, jeszcze dziś słońce nie zajdzie za horyzont.

Fiord Kwengen i lodowiec Oksfjordjokelen zachwycający swoim błękitnym kolorem.

Fiord Kwengen i lodowiec Oksfjordjokelen zachwycający swoim błękitnym kolorem.

Orki i kaszaloty

Pokonujemy kolejne mosty i tunele. Jedziemy do Andenes miasteczka położonego już na innym norweskim archipelagu Vesterålen. Pakujemy się na statek i ruszamy na ocean w poszukiwaniu wielorybów. Pogoda znowu robi się paskudna. Chowamy się we wnętrzu statku. Wreszcie po godzinie kapitan komunikuje – coś jest w pobliżu. Przyklejamy się do burty. Po chwili pojawiają się orki. Nurkują wokół statku i skaczą ponad fale. Po kilkunastu minutach oddalamy się od tego baraszkującego stadka. Kapitan poszukuje wielorybów. Mamy szczęście są dwa. O tej porze roku przebywają tu tylko samce. Wynurzyły się na powierzchnię dla nabrania kilku oddechów. Płyną kilkanaście metrów od nas. To kaszaloty. Co chwila nad ich głowami wzbijają się fontanny wody. Nagle obsługa krzyczy „zanurzenie!” i wieloryb wygina grzbiet, podnosi wielką ogonową płetwę i znika w głębokiej wodzie. Kaszaloty są najgłębiej nurkującymi wielorybami. Załoga opowiada z przejęciem o wczorajszych próbach polowania orek na wieloryby. Otoczyły kręgiem kaszalota i próbowały go schwytać. Po trwających około kwadransa zmaganiach wieloryb uciekł nurkując w głębię oceanu. W okolicach Andenes można także obserwować liczne gatunki ptaków, m.in. maskonury i orły Bielki. A już od połowy września można podziwiać piękne zorze polarne.

Nordkapp

Temperatura na zewnątrz 5 stopni Celsjusza. Jestpoczątek sierpnia. Po 3 tygodniach podróżowania po drogach i dróżkach docieramy do wysuniętego najbardziej na północ skrawka Norwegii. Jednak nie wszyscy wiedzą, że prawdziwy kraniec Europy znajduje się kilka kilometrów obok. Na końcu cypla Knivskjellodden. Nie jest on niestety tak efektwony jak Norkapp, ktory rocznie odwiedza ponad 200 tys. osób. Wjazd na Nordkapp jest płatny – ponad 200 koron za osobę. Bilet ważny jest dwa dni. Kiepska pogoda nie zachęca nas do spacerów po klifie. Zwiedzamy zatem Ośrodek Przylądka Północnego. Największe wrażenie robi na mnie… film o Nordkappie. Nie mogę takich filmowych obrazów zobaczyć na własne oczy ponieważ wokół panuje gęsta mgła. Porywisty wiatr przenika przez kilka warstw odzieży. Nagle, gdzieś w gęstych chmurach pojawia się dziura. Trzy minut słońca wykorzystuję na serię zdjęć. Nawet uda mi się zrobić zdjęcie na tle globusa, który ustawiono tu w 1978 r. zatem czas na powrót do domu.

Tekst i zdjęcia: Marek WAŚKIEL
https://waskiel.pl/blog.html

 

To także może ci się spodobać