NEPAL – pocztówka z gór

Za oknem „ miauczy”… słoń. 6 rano, mgła jak mleko, zimno, słońce jeszcze nie wstało, a my we trzy idziemy z nepalskim przewodnikiem. Chcemy popatrzeć na ptaki. trawa po pas, rosa na pajęczynach, słońce powolutku wschodzi, a my szukamy obiecanych cudów. W końcu słychać swojski dźwięk.

To kogut pieje gdzieś w oddali – na ten sygnał, nasz przewodnik wyjmuje z kieszeni atlas ptaków i z dumą pokazuje nam na obrazku znajome zwierzę. Sytuacja z atlasem powtarza się wielokrotnie, z tą tyko różnicą, że reszta ptaków jest nam nieznana i podobnie jak kogut – niewidoczna… Znanego nam jednak z piwnych etykietek kingfiszera rozpoznałyśmy bez większego trudu – trudno nie zauważyć ptaka w kolorze turkusu. W końcu robi się ciepło, słońce wschodzi i wyłania się przed nami całe piękno nepalskiej przyrody.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Zagroda ze słoniami
Wyjaśnia się też tajemnica nocnego pomiaukiwania – obok hotelu ma swą zagrodę wielki słoń. Słoń indyjski to zaraz po afrykańskim największy ssak lądowy na świecie. Samce są większe od samic i osiągają do 3 metrów wysokości i nawet do 7 ton wagi. Pomimo swoich olbrzymich rozmiarów, słonie poruszają się z wdziękiem i lekkością, potrafią niemal bezszelestnie przemierzać dżunglę. Niestety, ich cenne ciosy spowodowały niemal całkowite wytępienie samców, a co za tym idzie – ogromne zmniejszenie populacji. Jedną z atrakcji parku Chitwan jest wycieczka na słoniach po dżungli – podobno można tam spotkać tygrysy bengalskie i nosorożce indyjskie, jednak chyba grupa rozchichotanych turystów na 6 słoniach wszystkie zwierzaki skutecznie wypłoszyła. Ślady istotnie wskazywały, iż miejsce to bogate jest w faunę, jednak nam udało się spotkać wyłącznie śpiące ale, wciąż czujne krokodyle.

Młynki modlitewne znajdziemy w każdej buddyjskiej świątyni.

Młynki modlitewne znajdziemy w każdej buddyjskiej świątyni.

Kierunek Pokhara
Annapurna na dotknięcie ręki. Droga do Pokhary wiedzie wzdłuż koryta Trisuli, jakieś 100 m nad jej wodami. To chyba najbardziej malownicza pod względem widokowym droga w Nepalu. Trasa biegnie przez Nizinę Teraj, pasmo górskie Sziwalik i Małe Himalaje. Pogoda jest piękna, widok gór zapiera dech w piersiach i wszyscy siedzimy z nosami przy szybach busa. Każdy kolejny widok wyłaniający się z za zakrętu wydaje się piękniejszy – to dolina rzeki poprzecinana wiszącymi mostami, poletkami uprawnymi czy też niewielkimi domostwami Nepalczyków, położonymi bezpośrednio pomiędzy szosą a doliną Trisuli. Trisula z autokaru wydaje się spokojną majestatyczną rzeką, czasem leciutko się pieniącą, jednak w czasie raftingu okazuje się, że te niewinnie wyglądające progi powodują niezły skok adrenaliny. To w końcu górska rzeka. Sama Pokhara to czyste, spokojne i malownicze miasteczko, z którego ruszają wyprawy na Annapurnę. To miejsce, gdzie Himalaje naprawdę są na wyciągnięcie ręki. Wschód słońca nad ośnieżoną Machhapuchhrą (6997m) to naprawdę niezapomniane przeżycie.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

Kathmandu tygiel kultur
Kathmandu wraz z miastami Patan i Bhaktapur tworzy aglomerację liczącą powyżej miliona mieszkańców. Stolica Nepalu to prawdziwy tygiel kultur – miasto, w którym mieszają się wyznawcy największych światowych religii, to jest hindusi, buddyści, muzułmanie i chrześcijanie. Miasto to zapewne niewiele zmieniło się od setek lat. Nadal można przemierzać niezliczone wąskie uliczki z mnóstwem małych sklepików i restauracji, place z monumentalnymi stupami i małymi świątyniami. Miasto pachnące kadzidełkami i przyprawami, miasto pełne odgłosów modlitwy, dzwonków rikszarzy oraz klaksonów samochodów. Jesteśmy w samym jego sercu, na placu Durbar. Tutaj na niewielkim obszarze znajduje się aż 50 świątyń i posągów. W samym centrum stoi Kasthamandap („drewniany dom”), który jest najstarszą budowlą w dolinie Katmandu, datowaną na XII wiek. Plac Kasthamandap to kwintesencja Nepalu, miesza się tu kolorowy tłum tubylców, krów, stada gołębi i turystów.

Stupa Boudhanath, najświętsze miejsce Tybetańczyków z Nepalu. Z góry spoglądają  wszystkowidzące oczy Buddy.

Stupa Boudhanath, najświętsze miejsce Tybetańczyków z Nepalu. Z góry spoglądają wszystkowidzące oczy Buddy.

Czekając na Boginię
Z placu wchodzimy na dziedziniec Kumari Bahal (Dom Żywej Bogini). Razem z lokalnym sprzedawcą siadamy na schodkach i czekamy na pojawienie się w oknie Bogini – niestety, dziewczynka tym razem się nie pokazuje. Kumari Bahal to zamknięta dla zwiedzających świątynia, w której mieszka Kumari, często przez Nepalczyków zwana „królewską” gdyż cześć oddaje jej nawet sam król. Żywa bogini to według wiernych reinkarnacja dziewczynki-dziewicy. Dziewczynka opuszcza dom tylko i wyłącznie podczas święta Indradzatra. Ponieważ stopy bogini nie mogą dotknąć ziemi, wyjeżdża ona w specjalnym, zdobionym kwiatami rydwanie, który ciągnięty jest przez wiernych. Bogini wybierana jest spośród 3-4 letnich dziewczynek pochodzących z najwyższej klasy i musi przejść szereg prób, między innymi – trzeba udowodnić, że nigdy nie krwawiła. Po pozytywnym zaopiniowaniu przez astrologów, dziecko zostaje przeniesione do bahalu i mieszka tam aż do osiągnięcia dojrzałości płciowej albo do czasu, aż w inny sposób straci krew. Wtedy procedura zostaje powtórzona i zastępują ją inna dziewczynka. Kiedy czas bogini dobiegnie końca, opuszcza ona dom z wysokim posagiem.

Stupa Boudhanath
Będąc w Katmandu, nie możemy ominąć stupy Boudhanath – świętego miejsca dla mieszkających w Nepalu Tybetańczyków. Stupa stoi na kilku koncentrycznie ułożonych, coraz wyższych tarasach. Z jej białej kopuły spoglądają na wiernych czerwono-żółto-niebieskie, wszystkowidzące oczy Buddy. Obchodzimy ją zgodnie z ruchem wskazówek zegara. W przeciwnym kierunku podążają jedynie niektórzy turyści. Stupę otacza mur z młynkami modlitewnymi. Można na nią wejść po schodach wiodących obok dużej kamiennej rzeźby. Znad kopuły powiewają setki kolorowych chorągiewek modlitewnych. Wśród dźwięków mantry „Om mani padme hum” wiatr rozwiewa wypisane na nich modlitwy.

Tym razem musnęłam tylko nepalskich pejzaży i zapachów. Muszę ten kraj poznać lepiej. Zasługują na to spotkani tutaj ludzie, kultura i niebywała przyroda. I wiem to z pewnością, że jeszcze tam wrócę.

Tekst i zdjęcia: Anna Młodzikowska

Zdjęcie wprowadzające: Agnieszka Sowińska

Artykuł pochodzi z miesięcznika FotoGeA.com dostępnego w bezpłatnej prenumeracie:
http://www.fotogea.com/?page_id=692

Author: Redakcja

Share This Post On