Fotograf w podróży Okiem fotoedytora

Jak fotografować w podróży?

Z DARKIEM RACZKO rozmawia Marek Waśkiel

>> Jak zwykle zacznę od pytania: Jak i kiedy zaczęła się Twoja przygoda z fotografią? Jaki był Twój pierwszy aparat fotograficzny? Jeżeli miałeś takie osoby, to kto był Twoim mistrzem?

To jakby sprawa rodzinna… Moja mama pracowała w pracowni fotograficznej, więc można powiedzieć, że wychowałem się w ciemni (chociaż dziś chyba mało kto kojarzy ciemnię z fotografią 😉 Dostałem na komunię aparat smena 8m – cud radzieckiej techniki – i od tego się zaczęło. Fotografowałem co się dało, ale najchętniej na wyjazdach – najpierw harcerskich, potem na górskich wędrówkach. Było z tego kilka nagród w konkursach w kategoriach dziecięco-młodzieżowych.
Wtedy nie wzorowałem się na nikim, bo i nie było takiej dostępności do prac zawodowców. Później, kiedy zacząłem się zajmować fotografią i dziennikarstwem zawodowo, pojawiły się w mojej głowie nazwiska „mistrzów”: Galen Rowell, David Muench, Ansel Adams.

>> Czy Twoim zdaniem da się wyodrębnić fotografię podróżniczą jako oddzielny gatunek fotografii? Jeżeli tak, to jakie są jej główne cechy wyróżniające pośród innych rodzajów czy gatunków? Czy można podróżować (zwiedzać) i jednocześnie robić dobre zdjęcia?
Taka fotografia według mnie istnieje, choć łączy w sobie cechy wielu innych gatunków fotografii, a definiuje ją i wyróżnia jedynie fakt, że powstaje podczas podróży. Jest najbardziej przypadkową z gatunków fotografii, ale wymaga też największej wiedzy o świecie: o zwyczajach, geografii, pogodzie, historii, geologii, biologii itp., co niezmiennie mnie cieszy w tym zawodzie. Fotograf pracujący w studio może sobie pozwolić na myślenie w kategoriach artystycznych – w podróży jest to tylko jeden z elementów układanki. Ważny jest też refleks i wyczucie. Nie wspominam o kwestiach warsztatowych, bo bez nich nie ma dobrej fotografii. Przypadkiem można zrobić kilka świetnych zdjęć, ale żyć się z tego nie da. Trzeba jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, czy podróżuje się dla samego podróżowania, czy dla zdjęć. W języku polskim nie ma takiego określenia jak w angielskim – photojournalism – ale jest to zawód, który musi zdominować podróż. Prosta stąd droga do rutyny, niestety. Podróżując z aparatem w ręku i myśląc ciągle o późniejszych publikacjach, łatwo stracić świeżość spojrzenia i entuzjazm.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com

>> Wprowadzając na polski rynek miesięcznik National Geographic zacząłeś systematycznie pokazywać Polskę. Czy trudno było przeforsować te nowe tematy? Czy szybko znalazłeś autorów, którzy mogli podołać poziomowi pisma? Z czym były problemy?
Kiedy przed 11 laty pojawiła się polska edycja NG, była ona dziewiątą na świecie. Wszyscy naczelni chcieli robić własne materiały, więc pomysł z pewnością nie był mój. Stworzyliśmy jednak z edycją niemiecką i hiszpańską silny front (były to wtedy trzy najsilniejsze edycje) i kropla po kropli drążyliśmy kamień. Problem był nie tylko w zachowaniu jakości akceptowalnej dla amerykańskiej redakcji, ale także przełamanie przeświadczenia, że tylko tam może powstać materiał godny „żółtej ramki”. Pierwszy kilkustronicowy artykulik na tematy lokalne ukazał się w edycji niemieckiej, ale dopiero dziesiąta wersja makiety została zaakceptowana przez Amerykanów. Dwa miesiące później ukazał się pierwszy nasz taki materiał – za pierwszym podejściem. To był artykuł o Helu autorstwa Tomasza Tomaszewskiego z tekstem Małgorzaty Niezabitowskiej, czyli osób, które już wcześniej współpracowały z amerykańskim NG. Łatwiej było oczywiście z artykułami, które były kompilacją materiałów NG lub rozszerzeniami artykułów amerykańskich (miało to na celu spojrzenie na temat z lokalnej perspektywy). Przełomem był reportaż wymyślony i zrealizowany w całości przez naszą redakcję i autorów – podróż śladami Stasia i Nel, jaką Marcin Kydryński i Bogdan Żurawski odbyli przez pół Afryki. Później jako jedyna edycja miewaliśmy zgodę na publikacje własnych materiałów bez akceptacji Amerykanów, co w tamtych czasach było niewyobrażalnym gestem zaufania ze strony najbardziej wymagającej
i hermetycznej redakcji świata. To wszystko wymagało mnóstwa pracy, uporu, dyplomacji i szczęścia do ludzi.

>> Jak można łatwo i szybko zostać słynnym podróżnikiem a przy okazji, pisarzem, dziennikarzem i fotografem?  Wielu młodym osobom oglądającym kolorowe magazyny i różne telewizje marzy się taka kariera.

Cóż… Słynnym podróżnikiem zostaje się ostatnio głośno krzycząc o tym, że jest się… słynnym podróżnikiem. Ostatni prawdziwi podróżnicy są już w wieku, który mocno ogranicza ich możliwości w tej dziedzinie, choć słuchanie opowieści Ryszarda Badowskiego czy Olgierda Budrewicza to najczystsza forma przyjemności dla kogoś muzykalnego na sprawy świata. Zupełnie nową drogą poszedł Marek Kamiński i za to go ogromnie cenię. Ale pozostałe osoby, o których słyszymy jako o Wielkich Podróżnikach, powinny wykazać nieco więcej pokory w autopromocji, a media ich lansujące nieco więcej umiaru.  Z drugiej strony dostępność samego podróżowania i postęp w technologiach zapisu i obróbki obrazu poszły tak daleko, że każdy człowiek może spróbować wejść na tę ścieżkę i się sprawdzić. Życie samo weryfikuje takie zachcianki. Doskonałym przykładem może tu być Zbyszek Borys, który potrafi połączyć zawód pilota egzotycznych wycieczek z bardzo dobrymi publikacjami, czy nastawiony mocno na podróżowanie na rowerze Daniel Klawczyński. Trzeba jednak pamiętać, że droga do publikacji jest ciernista i frustrująca – konkurencja ogromna, zapotrzebowanie redakcji niewielkie, honoraria niskie… Tylko wąska grupa ludzi traktuje fotografię i dziennikarstwo podróżnicze jako główne źródło dochodu, a i to raczej dopóki nie założą rodzin. Z samej prasy już się nie da utrzymać jako wolny strzelec, choć jeszcze kilka lat temu było to możliwe.

>> Obecnie wiele osób poszukuje ciekawych tematów w egzotycznych miejscach z dala od swego domu, ale czy Polska jest dobrym miejscem na fotograficzną wyprawę? Czy Polska jest dobrze sfotografowana?
Pytasz Marku retorycznie, bo nie raz szukaliśmy przy różnych projektach wydawniczych dobrych zdjęć z Polski. Zazwyczaj z mizernym skutkiem. Banki zdjęć są zdominowane przez kilku, może kilkunastu autorów i te same zdjęcia oglądamy wszędzie. A że Polska wcale nie jest tanim krajem do podróżowania, to mało która redakcja pozwala sobie na wysyłanie reporterów  w teren. Jeśli już, to jest to zwykle połączone z jakimś układem marketingowym, więc o rzetelnym fotożurnaliźmie można zapomnieć.Polska jest też trudnym tematem, bo znacznie łatwiej zaskoczyć odbiorcę egzotyczną buzią albo pałacem z 1001 nocy, niż sceną z Mazowsza czy Podkarpacia. Zatrudniałem wielu fotografów  „z nazwiskami”, którzy nie mieli problemu z przywiezieniem dobrego zestawu fotografii z zagranicy, ale zupełnie się wykładali na tematach z Polski. To naprawdę duże wyzwanie.

ZAPRENUMERUJ BEZPŁATNY E-MAGAZYN FOTOGEA.com


>> Jakie są Twoje ulubione tematy fotograficzne? W jakich miejscach, kogo oraz co lubisz fotografować? Co Cię
w nich fascynuje? Dokąd chciałbyś jeszcze pojechać?

Najbardziej lubię człowieka w pejzażu, najlepiej takim, który mogę kontemplować bez względu na to, czy mam aparat w ręku, czy nie. Uwielbiam światło Skandynawii i Kanady, przestrzenie Ameryki Południowej, czy pigułę geograficzno-kulturową jaką jest Turcja. Lubię fotografować wyprawy autami terenowymi, zwłaszcza w scenerii amerykańskiego Dzikiego Zachodu albo Meksyku, gdzie się właśnie wybieram. Uwielbiam też wyspy – są zamkniętymi światami, gdzie wszystko do siebie pasuje i układa się w ciekawe kadry.
A marzenia? Nie ciągnie mnie Azja (może poza krainami u stóp Himalajów) ani Afryka – wszystkiego
i tak nie zobaczę. Nie ciągną mnie już wysokie góry i tereny okołobiegunowe, choć kiedyś przedeptałem ich sporo, a plany miałem wielkie.  Lubię wracać w miejsca, które już znam i poznawać je na nowo  chciałbym po raz kolejny pojechać do Peru, do Argentyny, na zachód Stanów. Zresztą w moim przypadku marzenie i planowanie to przyjemność sama w sobie, ale wyjazdy są często efektem impulsu i wyruszeniem w nieznane.

>>A jakie miejsce powinien odwiedzić Twoim zdaniem każdy początkujący fotograf?

Tatry. Beskid Niski. Rejon Łeby. Jarmark Dominikański w Gdańsku. Potem sam już będzie wiedział czy
i gdzie jechać.

>> Robiłeś zdjęcia na czarno-białej kliszy, na kolorowych slajdach i teraz aparatem cyfrowym. Czy czegoś Ci żal z owych dawnych „analogowych” czasów i czego nie lubisz we współczesnej fotografii cyfrowej ?

Długo nie mogłem oderwać się od slajdów – to był mój ulubiony materiał. Wymagał dużego wyczucia i dyscypliny. Jadąc w podróż, nie wiedziałeś co tak naprawdę masz na kliszy, a do tego niemal zawsze mieliśmy ograniczenia finansowe lub za mało miejsca, żeby pozwolić sobie na fotografowanie „na zapas”, z bracketingiem, na zabawy… Trzeba było znaleźć się w jakimś miejscu, wyczekać moment i go uwiecznić, nie znając efektu tych zabiegów do momentu, aż filmy pocięte w paski po 6 klatek odbierało się drżącymi rękoma w pracowni u pana Biela. Szybko wtedy rzucało się na podświetlarkę i już wiedziałeś, że jeszcze raz się udało. Czasem nie. A teraz? Bezduszny wyświetlacz pokazuje Ci na bieżąco każde zdjęcie, możesz poprawić, wyrzucić, zmienić. Potem jeszcze photoshop pozwoli zrobić całkiem niezłą fotkę z byle g… Ale slajdy już nie wrócą, a technologia cyfrowa zapewnia już jakość daleko je przewyższającą. Szkoda mi tej magii, tej niepewności i konieczności koncentracji na zdjęciu. To dawało dużo przyjemności i satysfakcji. Teraz wszystko zostało odarte z emocji i sprowadza się do stosowania na bieżąco metody prób i błędów.

>> Rada dla początkujących fotografów podróżników?
Niech zaczną od miejsc 10 km od domu, potem 100… I od krytycznego spojrzenia na to, co wyszło. I niech nie słuchają, jak ciocia mówi, że takie zdjęcia, to się do gazet nadają.  ◊

Darek Raczko – decydował o tym, co dobre w polskiej edycji National Geographic w latach świetności magazynu, był redaktorem naczelnym Wiedzy i Życie oraz Poznaj Świat. Nie znosi podporządkowywania treści czasopism podróżniczych marketingowi. Ciągle ma też nadzieję, że to nie całkowita utopia i czytelnicy docenią rzetelność.

To także może ci się spodobać